niedziela, 22 marca 2015

Przyszła pora, aby załagodzić wewnętrznie piętrzący się "konflikt interesu" i wylać rozterki tam, gdzie ma się na to ochotę. Blogowa przystań jest miejscem, które z założenia miało być poduszką do gromadzenia swoim pretensji skierowanych w stronę ludzi. 
Dziś te pretensje kieruję głównie do siebie.Ostatnie wydarzenia, które destabilizują moje umiarkowane - zadawałoby się, tempo życia, wprowadziły do niego pewien chaos. 
Decyzje, które podejmowałam przez ostatnie pół roku odbyły się rykoszetem na moich ambicjach, z jeszcze delikatnie odczuwalną czkawką. 

Trafiasz w swoim życiu na ludzi, którzy pozornie motywują cię do sięgania "po więcej". Żyjesz w przekonaniu, że to "więcej" jest słuszne. Jednak, aby mogło zaistnieć, musisz włożyć w nie trochę pracy.  Nie ma nic za darmo. Początki są trudne, jednak bardzo szybko się rozkręcasz i wydaje ci się, że możesz osiągnąć jeszcze lepsze rezultaty. Pracujesz więcej, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ambicje wzrastają, chęci wzrastają, rozpędzona maszyna nie może zmniejszyć obrotów. Wręcz przeciwnie. Za sterem kolejowego żelastwa zasiadł maniakalny maszynista, który podkręca śrubę. 
W pewnym momencie stajesz w miejscu. Maszynista gwałtownie hamuje. Maszyna wykoleja się. Twoja wewnętrzna  pewność zostaje zakłócona przez wątpliwości, półszepty, które udaje ci się posłyszeć ze strony sąsiadów. 

"Stoi na stacji lokomotywa. Ciężka, ogromna. I pot z niej spływa". 

Ciężar i ogrom tej niepewności i lenistwa nie pozwala mi ruszyć z miejsca. Wewnętrzny konflikt trwa. Chcę, a nie mogę. W momencie, kiedy osiągam szczytowe momenty lenistwa, ciało stało się wyłącznie niepotrzebnym opakowaniem.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz