poniedziałek, 23 grudnia 2013

Niespecjalnie mam już ochotę zważać na słowa. Bo za każdym razem, kiedy miga zielone mam ochotę wyrzygać wszystkie swoje żale i pretensje. Czas, a raczej oczekiwanie tudzież cierpliwość nie leży w zbiorze waszych mocniejszych stron. Egoistycznie próbujecie zarysować szkic koła i doprowadzić go do końca. Nie zważając na jakąkolwiek zażyłość międzyludzką - niezależnie od tego, jakimi wartościami się otaczała. Nie mamy chyba już o czym rozmawiać. Ja nie uśmiecham się drwiąco. Uśmiecham się życzliwie, tępo. W sposób, jakiego wcześniej nie kultywowałam i nie lubiłam nadto. Nauczyłam się. Spotkałam się z dystansem godnym podrzędnego przechodnia na ulicy. Właśnie skłoniłam się nisko, do stóp. Powiedziałam "cześć", choć mogłoby wydać się to nie na miejscu. "Do widzenia", czy też "do zobaczenia" w obecnej sytuacji jest nieszczere.

piątek, 20 grudnia 2013

Spędzasz jakiś czas poza domem. Uwijasz się z obowiązkami, zmartwieniami. Zapełniasz lodówkę, później ją opróżniasz, dokładasz kubek do zlewu, a po godzinie nie możesz się nadziwić, że nie posiadasz już żadnego czystego, w którym mogłbyś zrobić sobie kawę. Polubiłam manewrowanie między budynkami i ludźmi. Odczuwam satysfakcję z tego co robię i sukcesywnie zwalczam lenistwo. Nadchodzi grudzień, z nim atmosfera oczekiwania. Od szóstego już grudnia z głośników wydobywa się " All I want for Christmas". Czasami wcześniej, to zależne od preferencji. Cieszyłam się, kiedy któregoś niedzielnego wieczoru, po przekroczeniu progu mojego mieszkania, za oknem ujrzałam śnieg (cieszyłam się zarówno ze śniegu, jak i z możliwości ochrony przed nim). Dni tzw. "wyjątkowego dnia w roku" i niewątpliwie jedynego, zbliżają się wyrazistymi krokami dziennych dni. Mnie dręczy sinusoida nastrojów. Smutek próbuje zwalczyć radość i na odwrót. Nie bardzo wiem, jak mam się zachowywać w obliczu cierpienia najważniejszych osób w moim życiu. Od kilku dni odbieram najważniejsze lekcje w moim życiu. Doświadczenia i słowa, których zabrakło we wcześniejszych latach mojej socjalizacji. Nie wiem, czy na to czekałam i tego wyczekiwałam z niecierpliwością pięciolatki. Bezsilność mnie dręczy.