piątek, 27 września 2013

read, eat, sleep. Nie wymagam od siebie, inni to robią, ja odwiedzam bibliotekę i sklep spożywczy, głowa mi pęka i tracę apetyt na życie, niewiele sypiam, chociaż lubię i po dziurki w nosie mam obce szczęście.

sobota, 21 września 2013

Za każdym razem, kiedy słyszę T.REX 'Children of The Revolution', wyłapuję pojedyncze myśli, które gromadzą się pod kopułą w przeciągu dnia i próbuję je jakoś ze sobą scalić. Dzisiaj jednak nie T.REX będzie scalał moje przemyślenia, a Sinatra.
Kiedyś wydawało mi się, że dom jest tam, gdzie gromadzą się Twoi bliscy. Zdanie zmieniłam. Szkoda, że tak późno, bo dopiero w momencie, kiedy utknęłam na stacji oddalonej pół godziny od Krakowa. Przyglądałam się krajobrazowi za okna i dławiłam smutkiem. Za sześć dni mija rocznica przeprowadzki do Krakowa. Moja mentalność przez ostatnie pół roku została poddana obróbce psychicznej. Z jednej strony uważam, że poprawa jakości niektórych przymiotów ludzkiej psychiki z czasem zaprocentuje. Z drugiej jednak poniosłam pewne straty, okupione wysiłkiem.

Przekroczyłam próg domu. Zachowuję się, jakbym robiła jakiś niepotrzebny rekonesans. To niezrozumiałe, ponieważ w domu wszyscy obchodzą się ze mną jak z jajkiem, ewentualnie carycą.
W przestrzeni, która jest idealnie dopasowana do 'elementów' Twojej psychiki, kształtu Twoich dłoni, bioder i ust, czujesz się bardziej obco, niż w przestrzeni, w której byłeś pod ciągłą obserwacją osób trzecich, a każde niezgrabnie wypowiedziane słowo (zwłaszcza pijacki bełkot) było uznawane za potknięcie.

Czas jednak na zmiany.