środa, 28 sierpnia 2013

Ległam na materacu pogrążona w półśnie, z do połowy przymkniętymi powiekami. Momentami czułam się tak, jakbym odbierała drgawki siedząc na elektrycznym krześle i nie mogła zapanować nad byciem tu i teraz. Właściwie tylko otwarte oczy umożliwiają jakiekolwiek bycie, przynajmniej w realiach, które na nas oddziałują. Zamknięte z kolei są utopią, do której cynizm i jakakolwiek pogarda nie mają prawa wstępu. A ludzie spacerują po cukierkowej, lolipopowskiej przestrzeni (czyt. Mika LOLLIPOP 2007).

Ostatnio wydaję ostatnie pieniądze tylko i wyłącznie po to, by napić się kawy, niespecjalnie dobrej jeśli mówimy o espresso i połączyć się ze światem. Chociaż, biorąc pod uwagę rozrywki jakie dostarcza Kraków turystom, czasami krakusom, którzy wydają się już czasami znudzeni nadmiarem wrażeń, wcale nie powinno mnie tu być. Jednak jestem. Zastanawiam się nad różnorodnością ludzkich oblicz, może masek. I za każdym razem, z moich banalnych równań wychodzi równie banalna konkluzja. Mam problem z adaptacją nowych otoczeń, a jednocześnie nie sposób obyć się bez ludzi. Psychologia paradoksów.

Niedługo nowy etap w życiu. Obym tylko nie żałowała swojego głęboko skrywanego podniecenia.