wtorek, 25 czerwca 2013

Żółć wszechogarniająca, wszechobecna, niespełnienie, wypalenie, przerażenie, osaczenie. Jedyną rzeczą na jaką można mieć w obecnej chwili ochotę jest wycie do księżyca, może jeszcze dalej, do odleglejszej galaktyki. I to nie prawda, że człowiek uczy się na błędach. On po prostu z uwielbienia do swoich małych grzeszków popełnia je częściej, właściwie notorycznie.

Stylu nie masz, dziewczyno. Pisać nie potrafisz, dziewczyno. Błędy Cię zniewalają i czynią z Ciebie literackiego denata.

środa, 12 czerwca 2013

Zapanowało dziwne odrętwienie, a może znieczulenie przed tym, co ewentualnie mogę zastać za kilkanaście dni (oczywiście na własne życzenie). Opuściłam splądrowane domowe ognisko, którego właścicielką jest moja matka. W tym miesiącu odbyłam więcej wycieczek koleją państwową, niż przed ostatnie pół roku. Rozwalałam słuchawki, przerzucałam pyszne strony, słuchałam przeróżnych, przedziwnych ludzi, przyjmowałam komplementy i gorszyłam się słuchowiskiem na temat "perwersji dnia powszedniego". Z minuty ma minutę mijała mi ochota na jakiekolwiek dalsze wycieczki. W kącie koloru burgund milczałam, przerzucałam pyszne strony (ba, co innego może robić studentka filologii polskiej) i cieszyłam się szczerze, że z nikim nie muszę dzielić przestrzeni. Czasami tak trzeba. Stęskniłam się za Poznaniem. Chociaż jeszcze kilka  miesięcy temu płakałam, że powrót jest tak blisko. Ostatnio załatwiając drobne sprawy na uczelni, to przypominając sobie trasy linii mpk, tęskno mi było do mentalnego umęczenia (bez wątpienia to już psychiczny masochizm). Zwyczajnie chyba potrzebuję po raz kolejny zmiany otoczenia. Nie tylko pod względem architektonicznym, lecz także mentalnym.  W Krakowie nieciekawie, zagadkowo, przynajmniej jeśli chodzi o warunki atmosferyczne. Zastanawiam się tylko, kiedy w końcu przestanę kaprysić. Teoretycznie z wiekiem człowiek dojrzewa. Ja z kolei czynię proporcjonalny, elementarny półkrok w tył. A może to tylko złudne wrażenie.