piątek, 31 maja 2013

Sialala la laa. Nie potrafię się skupić. Czytam bzdury, rozwiązuję krzyżówki, pochłaniam niezliczone ilości jabłek i ani mi się śni wracać teraz do Krakowa. Egzystowanie z dala od siebie jest ostatnio jedną z najprzyjemniejszych rzeczy, jaka przypada mi w udziale.

środa, 22 maja 2013

Harmonia została zaburzona. Nie rozmawiamy, a nawet jeśli, to nudnymi monologami wyrwanymi z prozy życia. Przynajmniej mam bodziec, by mówić. Chociaż nieładnie i nieskładnie, jednak zawsze. Żałuję tylko, że gromadzę pod sercem żółć, która rozlewając się przy swej końcowej fazie wypełnienia, musi tworzyć monstrualne problemy, z którymi nie jestem w stanie sobie poradzić. Mogłabym schować dumę do kieszeni, a upartość posłać do diabła. Jasne, mogłabym. Bo i nieraz robiłam podobne rzeczy. Nie potrafię. Chodzę z przymrużonymi ze złości oczyma, wysoko uniesioną głową, stawiam pewniejsze i większe kroki niż zwykle i mam ochotę rozwalić każdy napotkany na ulicy kosz na śmieci. Równie dobrze mogłabym się rozpłakać, oczyścić, bawić się we wcześniej kultywowane "katharsis" i zacząć wszystko od nowa. Zbierać się w przeciągu godziny i udawać, że bodźce, które EWENTUALNIE mogły wyrządzić mi przykrość wcześniej, właściwie w ogóle mnie nie ruszają (jasne, a później lądujesz na kozetce, bo Twoja praktyka przy końcowej fazie dała plamę). Za dużo myślisz.

poniedziałek, 20 maja 2013


Jestem na "detoksie" i czuję się, niczym nowo narodzona. Poza tym? Za dwa dni i godzinę zyskuję kolejną cyfrę przed dwójką [ku kultywowaniu swojego żywota!]. Po głowie wiją mi się różne pomysły związane ze spędzeniem tego dnia. Mam ochotę uciec. Prawdopodobnie obudzę się rano, zrobię makijaż, wskoczę do sklepu po jogurt, ewentualnie muffinkę ze świeczką, pobiegnę nad Wisłę i będę karmić kaczki. Chociaż nie jestem pewna, czy jakiekolwiek przebywają nad Wisłą. Chciałabym wsiąść do pociągu, niekoniecznie byle jakiego. Pójść spać i w przerwach między snami, ewentualnie koszmarami, za pomocą gestów używać "minimum słów" wizualizując maksimum treści. Zeszłoroczne narodziny sporo mi wyjaśniły. Nie należały do najmilszych. Chociaż teraz, kiedy przywracam obrazy, wydaje mi się, że pojednanie było jednym z lepszych prezentów, jakiego mogłam wówczas pragnąć.

sobota, 11 maja 2013

Serce mam podobnie twarde, jak tyłek. I choć nie sposób dorównać Bukowskiemu, mogłabym napisać setki obraźliwych, nieprzyzwoitych, niesmacznych i prymitywnych zdań. Ostatnio pisuję na zamówienie. Sprzedaję się, zarabiam marne grosze i cierpię. Wyrzucam z siebie setki słów, później brakuje mi ich przy najprostszych, codziennych czynnościach. Chociażby odpowiedzenie "dziękuję", gdy ktoś przepuszcza Cię w drzwiach. Kiedyś J. podkreślił, że milczymy podczas gdy inni wyrzucają z siebie potok niepotrzebnych słów. Mówić natomiast zaczniemy, kiedy inni będą zmuszeni zamilknąć. Czekam cierpliwie w kolejce i nużę się przeokropnie.