środa, 30 stycznia 2013

Za sprawą "sztucznych fiołków" znalazłam taki smakołyk;

 

Ścieżki się prostują, kondukt się rozprasza, naprawdę jest dobrze.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Kiedy się upijam, popadam w skrajność. Mam lepsze sny, albo nie mam ich w ogóle. Polemizuję z ludźmi albo zwyczajnie ich olewam. Zasypiam albo tkwię w transie bezsenności i chwytam chmary powietrza, niczym ukojenie zmęczenia. Moje oczy zastygły w zachwycie Witkacym i trudno przestawić się im na tomowe podręczniki. Zresztą rozpływają się i zstępują do mamra, oczka wodnego, jakiejś nieszczęsnej i szczelnej izolatki.
Czekamy na wiosnę. Niech przyjdzie maj, a z majem bzyyy.

wtorek, 22 stycznia 2013


Zamilkłam. Słowa do siebie nie pasowały. Istotne przybierało punkt siedzenia nieistotnego. I kiedy pytasz mnie, co słychać, czy cokolwiek się zmieniło - odpowiadam wymijająco. Pod wpływem pragnień i żądz kreuję swoją osobowość, modeluję ją i tworzę zupełnie innego człowieka. Na myśl przyszedł mi mit wierzeń indiańskich o lepieniu człowieka albo Prometeusz.
Z bólu niewiedzy wiłam się kilka dni. To nieprawdopodobne, jak nagromadzona pula myśli potrafi skutecznie zmęczyć i zniechęcić do najprostszych życiowych czynności. Pragnęłam sterty książek, niezliczonych ilości butelek wina i szelestu przerzucanych stron. Nie umiałam płakać, nie umiałam myśleć racjonalnie, tkwiłam w martwym punkcie, stymulując chroniczne bóle głowy zwiększaną ilością proszków.
Solpadeina stała się bożkiem, zbawieniem tkwiącym gdzieś na piedestale hierarchii priorytetów.
Teraz niewiele mnie obchodzi, niewiele martwi. Wymachuję palcem wskazującym i częściej się uśmiecham. W końcu ponownie dostałam to, czego chciałam. Jak mogłam twierdzić, że życiowa uległość może być męcząca? Nieoficjalnie Kraków staje się moim domem. Oficjalnie pozostaję tu na długo, długo dłużej. I bardzo lubię przypominać sobie ten kaprys, nagły przypływ zlepku słów "Co by było gdyby...?". Słowa przechodzą w czyny.

Jedyne, czego teraz potrzebuję to większej dawki cynizmu, która ulokowała się gdzieś martwym punkcie mojego ciała.