środa, 31 października 2012

Czasami, kiedy twoja bezsilność sięga zenitu (jakby paradoks), porzuć górnolotność, która drzemie gdzieś w koniuszkach palców i sięgnij pamięcią do okresu dzieciństwa. Głuchy telefon, albo marionetka wleczona po chodnikowej próżności. Masz świadomość swojej wyższości niepełnej. Chociaż tyle.

Co dalej? Dalej jedziesz tramwajem i ogarnia Cię chłód.
Chyba wylądowałam w tytułowanym domu, chociaż mentalnie na stałe mieszkam już setki kilometrów stąd. Dobrze jest umieć tęsknić. Tęsknota zawsze jest oznaką sensu, a sens oznaką życia, a nie jakiejś tam banalnej martwoty. Jak można znieważać życie?


sobota, 27 października 2012

uśmiech siłą sprawczą do zmian. Nie przypuszczałam, że udając uśmiech jestem w stanie wywołać w kimś "aż tak" pozytywne emocje, jak czkawka.

poniedziałek, 22 października 2012


Piję kawę, na którą miałam ochot od dwóch tygodni. Właściwie, to moja pierwsza kawa od dwóch tygodni. Tę, którą wypijam codziennie rano, mogę nazwać jej kiepską imitacją. Czasami czuję się, jak owca w dzikim pędzie, wraz z innymi szalonymi owcami. Rzadko obserwuję, niewiele się zastanawiam i bez emocji połykam powietrze. Dzisiaj wracając z wyprawy do zakazanej dżungli, obserwowałam dwójkę staruszków, trzymających się za ręce przez balustradę balkonu. Te krakowskie balkony, przynajmniej niektóre są niskie. Beznadziejnie niskie, zważywszy na to, że Kraków nie mija się z pogłoskami na temat największej przestępczości w kraju.
Wracając do staruszków. Mężczyzna stał za balustradą, kobieta na balkonie. Trzymali się za ręce i szeptali do siebie. Zapewne wymieniali pikantne spostrzeżenia, ploteczki, niekoniecznie czułe wyznania. Jednak pierwszą myślą, a zarazem pytanie, jakie wpadło mi do głowy było: "Dokąd zmierza nasza ewolucja?" Czasami obserwuję homo ludens w wagonach tramwajowych, częściej w kolejkach w markecie i wydaje mi się, że zamiast czynić krok do przodu, czynimy dwa elementarne kroki w tył. Zamykamy się w szklanych kulach, tworzymy "pustą idealność" i udajemy, że na ulicach mija nas setka naszych marnych kopii. Nikt nie jest w stanie powiedzieć nam czegoś, o czym moglibyśmy nie wiedzieć. Nikt nie jest w stanie swoją osobowością zmienić naszego punktu widzenia, nie wspominając już o punkcie siedzenia.

Nie podoba mi się to.

niedziela, 21 października 2012

otrzyj łzę i biegnij.

Krakowskie kaloryfery nie są zbyt przychylne w nocy. Lekarstwem na to nie są nawet koce, w ilości pięciu, czy nawet dziesięciu. No, może jednak pod warstwą dziesięciu jesteś w stanie odczuć jakąkolwiek zmianę temperatur. Jednak sen i tak jest spychany co godzinę na bok, przerywany i męczący. STOP klatka. Dziękujemy i zapraszamy ponownie.

sobota, 13 października 2012

Rozpoczęliśmy kolejny rok akademicki, z czystym kontem i całkowicie bez bruzd alkoholowych skrytych gdzieś w naszych organizmach. Rok akademicki w pełnym tego słowa znaczeniu.

Początki były co najmniej rozczarowujące. Dodatkowym, niepiśmiennym lokatorem okazał się kurz, wraz ze swymi licznymi odwłokami. Niedawno odkryliśmy grzyba. Jednak można to zaakceptować na wzgląd Krakowa, który jest rekompensatą za wszystkie niedoskonałości. I choć tkwię tu raptem dwa tygodnie, czuję się, jakbym mieszkała tu od zawsze. Nie martwi mnie żaden zdarty obcas, nawet katar niespecjalnie, czy nadwyrężone struny głosowe. Człowiek wpisał się w kanon niejakiej bohemy.

Uczelnia wysypuje się kopiami dekadenckich malkontentów. Stojące zakurzone posągi, które rzadko poruszają ustami, rzadko się uśmiechają, a z ich oczu można wyczytać jedynie narastającą pogardę.