sobota, 22 września 2012


Zygfrydowe smakołyki, a wokół szerzy się niemiły zapach. Jest zimno, przygnębiająco, za oknem leją się podniebne strumienie i krople deszczu wielkości kurzych jaj. Koncepcja na dzisiaj była zupełnie inna. Miałam ochotę napisać o tym, jakimi wspaniałymi ludźmi się otaczam. O ich toku myślenia i bezinteresowności, która nie razi bo wydaje się szczera. O uczuciach, które unoszą się w powietrzu i spowalniają wskazówki zegara. Choć nie do końca jestem pewna, czy jest tak, jak powinno być.
Jednak na czym stanęło, jeśli nie o ludziach chciałam pisać?
Noga lewa chwieje się na wadze, gubiąc przy tym moją równowagę i stabilność nogi prawej. Chwieje się również poczucie mojej wartości i WĄTPLIWOŚCI, czy rzeczywiście piszę w sposób, w jaki ZAWSZE chciałam pisać. Bo tytuły nie kleją się do akapitu pierwszego, poza tym nie wiadomo do czego odnieść akapit pierwszy. Nie klei się on z drugim, ani z żadnym kolejnym. Musisz zrezygnować z powtórzeń, za którymi przepadasz. Tym samym musisz zacząć nosić pod pachą słownik synonimów i poprawnej polszczyzny. Nie staję na głowię, po prostu to zalewam wrzątkiem i parzę się niemile.
Nie wiem, czy pragnę dekadenckiego życia, które umieszczę w "dzienniku zakrapianym rumem" (K. do tej pory nie rozumie koncepcji filmu). Sens się gdzieś zgubił. Mam wrażenie, że spełniam czyjeś zachcianki, zapominając o swoich pragnieniach.

ile naliczyliście powtórzeń?

poniedziałek, 17 września 2012

Kiedy zyskujesz wolną chwilę, pierwszą myślą, jaka przychodzi Ci do głowy jest świadomość, że nareszcie masz go wystarczająco dużo, by pomalować paznokcie. Wystarczająco dużo, właściwie niewiele.
Jestem ogłuszona programem informacyjnym, którego głosy pohukują niczym sowy w nocnym spędzie. Dużo lżejsze wydają się filmy przyrodnicze. Zachowania godowe gryzoni, których nazwy nie pamiętam. A interpretacja dwóch tych skrajnych programów wydaje się podobna.

piątek, 14 września 2012

Leżę w pozycji horyzontalnej i ani myślę, aby zmienić to w jakikolwiek sposób. Niedawno zastanawiałam się nad zmianą sposobu bycia na blogu i przecharakteryzowaniu jego strony mentalnej. Tylko po co ?
Myślę, że spokój, który towarzyszy mi od jakiegoś czasu, nie przeszkadza, a co więcej - pomaga. Dlatego nie odejdę od sentymentalizmu i dalej będę propagować swoje subiektywne "imitatio". Zresztą, chyba nikt z nas nie lubi trójwarstwowej powierzchni pudru na nosie. 

Od kilku godzin czuję się okradziona ze wspomnień, poniekąd z dzieciństwa. Uczucie podłe i sprowadzające do jakiejś płochej nostalgii. Może zwyczajnie czuję się oszukana ? 
Nie rozmawiamy, nie spoglądamy w tym samym kierunku. Ty twierdzisz, że ja już nie ufam żwirkowi i muchomorkowi, a mówić potrafię tylko o wzniosłej papce, która zasila nasze biedne i rozmiękczone mózgi. Jakże się mylisz. Ufałam ci, jak nieopierzone pisklę ufa swojej kaczej mamie. Na moim ciele znajdują się śladowe ilości piór. A Ty dostrzegasz we mnie dorosłego, śnieżnobiałego łabędzia. "Jakże się mylisz".


sobota, 1 września 2012


Znowu biegam, myślami po papierze. Gdyby nie sterty przerzucanych stronic i przekładania książek z jednego miejsca, na drugie, pokonywałabym pewien kilometr i odczuwała radość z potu klejącego się do ubrania. Brzmi niesmacznie. Tymczasem...
"przenoś moją duszę utęsknioną". Dostaję wykwintne wiadomości, sprawozdania z wakacji. Mam przy tym ochotę wbić w nie ostre zakończenia widelca i poczuć jakąkolwiek rekompensatę. Z drugiej jednak strony, coś odczuwam. Może nie jest to leżenie i liczenie godzin, ale...
satysfakcja. Wczorajszy wieczór umilał mi Morsztyn - Jan Andrzej, oczywiście. Czytaliśmy wersety i śmialiśmy się z niestałości kobiet - w co oczywiście nie wierzę. Każdy jednak ma prawo do własnej opinii. Z literaturą jest jak ze skokami temperatury. Czasami mam wrażenie, że jest mi potrzebna, podobnie jak i ja  jej. Z drugiej jednak strony, słowa, które do siebie nie przylegają, męczą.