sobota, 25 sierpnia 2012

czwartek, 23 sierpnia 2012


Taki zwykły dzień, gdy nadal drążysz ciszę, która zastygła Ci w uszach. Na usta cisną się "powroty". Nie byłyby wówczas doskonałe, gdyby stały się permanentne. Dlatego przestrzeń pomiędzy "pobytem", a "powrotem" jest wyraźna. Nabawiłam się dziwnych dolegliwości, znamion na skórze. Autokar też dał mi nieźle w kość, zwłaszcza jego element klimatyzacji, która pomimo pomysłowości A. nadal charczała, właściwie wymiotowała strumieniem chłodnego powietrza. Kiedy w krzyżówce pojawiło się hasło "jego ból jest skutkiem anginy". Wiedziałam, że gardło doprowadzi mnie do nieszczęsnej mety nieprzespanych nocy i sterty chusteczek.
Planuję, chociaż nigdy nie wychodziło mi to najlepiej. Może jednak zarysowuję sobie pewną przestrzeń, z kilkoma wytycznymi szlakami, by ustalić tylko kilka możliwych wyjść.
Francja ponownie pokazała mi siebie w tej samej postaci, jednak z kilku innych odsłonach. Tym razem jej kreacje były odważniejsze, bardziej gustowne, kolorowe. Chociaż poniekąd wiedziałam, czego mogę się spodziewać, sprzedawane obrazy oglądałam inaczej, lepiej. Wyłączyłam poczucie egzotyki, była najmniej potrzebna uczuciu sytości panoramy. Zastało mnie z kolei uczucie pewnej więzi. Przechadzając się po wiejskich ulicach, miałam wrażenie, że znam każdy kamień pod stopą, mech porastający korę, właściciel winnicy przypominał mi dziadka, a aromat wina wydawał się lokalny. Człowiek wrasta w pewne schematy mentalnie, by później wyrzucić mapę. Kamienie, które wcześniej miały kontakt z Twoją podeszwą, są idealnymi przewodnikami. Ludzie przestali być tylko ludźmi. Ludzie dają stabilizację i przynajmniej tam - jakiekolwiek minimalne poczucie bezpieczeństwa. Zwyczajne "dzień dobry" nabiera zupełnie innego znaczenia.

piątek, 10 sierpnia 2012


Wspomnienia - funkcja ulotna.
Robiłam zwyczajne porządki. Szperałam po starych gazetach, wycinałam tytuły artykułów, które przypadły mi do gustu. Gdybym znalazła się gdzieś między wierszami, uznałabym to za pewne prawdopodobieństwo. Znalazłam jednak namacalne źródło... i umknęła mi radość mojego pasywnego dnia. Wspomnienia ponownie utorowały mi problemową ścieżkę, którą - mogłoby się wydawać- mam już za sobą.

Od jutra rozpoczynam cykl nieprzespanych nocy, braku jakichkolwiek używek - wliczając w to kawę i bariery pogodzenia się ze stałością braku zmian. Do jakiego stopnia człowiekowi musi być źle, że zmieniając coś, mentalnie tego nie odczuwa i dąży do realizacji kolejnych zmian ?

Przynajmniej raz w miesiącu tęsknię. Patykiem po piasku, podeszwą w asfalcie, rzęsą w oku, paznokciem w rogówce, piórem na kartce wrzątkiem na dłoniach, ironią w powietrzu, po prostu.