poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Chyba powinnam zacząć słodzić kawę kapsułkami z magnezem. Upadł program ochrony świadków. A moja szczoteczka do zębów uległa duplikacji. Stronnice pyszne, zyskały miano bardziej znaczących. Wróciłam do formy. Ponownie przekładam sterty książek, tworząc fantazyjne budowle.
Są rzeczy o wiele ciekawsze, niż jakaś tam regenracja, czy sen.

niemożliwe staje się możliwym.

piątek, 13 kwietnia 2012

Nie wiem, co dodano w kawiarni do mojej kawy. Mógł to być kryptonit, magiczny pyłek. Ściany są mi podłogą, nie wspominając o suficie. Mam niepohamowaną ochotę rozmowy. Jak długo można bić się z myślami, wygrywając za każdym razem potyczki w lustrze ?
Ten od zimnych trupów, powiedział, że rozumiejąc z góry swój obraz, równie dobrze mogliśmy go nie malować. - Rozumiejąc "z góry'' materię, którą się otaczamy, równie dobrze moglibyśmy si.ę nie urodzić. Panoszę się z koleżanką dumą i wydycham dumne powietrze. Wszystko przybiera welon wydymania i wydumania, a ja nie znam umiaru.

JAJAJAJAJAJAJAaaaaaaaaaaaaaaaa. .
To nie jest epoka dalicji. Nikt nie ceni się ponad to, co uważa człowiek zewnętrzny.
"Obcy" przychodzą, odchodzą, po jakimś czasie wracają, by przypiąć karteczkę na mojej lodówce. Treść, choć indywidualna, opieczętowana innym charakterem pisma i doborem słów, zawsze zawiera ten sam sens. "Nietypowo, pięknie, życie zyskało sens, wiele rozumiem, nie zapomnę". To nietaktowne, podobnie jak futro na plaży, w upalny dzień. Przyprawia mnie to o torsje,

środa, 11 kwietnia 2012

Straciłam noc, kilka godzin snu. Później podróżowałam to tu, to tam, przyklejona twarzą do szyby, opierając łokcie na zebrach. Trzymałam termokubek z najpaskudniejszą kawą, jaką kiedykolwiek piłam. Jaki rezultat ? Dwie strony. Dwie beznadziejnie zabazgrane strony. Większość czas spędziłam na powtarzaniu, że w końcu robię to co lubię i co powinno wychodzić mi najlepiej. Ba, czasami wychodzi.

Niech karą będzie lęk. Lękam się, choć mogłabym wystosunkować memorandium, memoriał, którego nie odważyłam się do tej pory wygłosić publicznie. Czy ma to jakieś znaczenie ? Puchu marny.

sobota, 7 kwietnia 2012

Powinnam teraz tkwić gdzieś w opasłych tomach, a ja starym zwyczajem tkwię w łóżku i udaję, że jestem zmęczona i osłabiona. Powinnam zalewać się łzami, ewentualnie wyrzutami sumienia, że tak niewiele dzieje się w sposób, w jaki sobbie wymyśliłam. Nie potrafię. Właściwie potrafię, ale nie mam na to ochoty.
Leżąc i wpatrując się w monitor, każde zdanie mogłabym rozpocząć od słowa " POWINNAM". Dzieje się tak zazwyczaj, kiedy leżę, a nie muszę. Pasywność obezwładnia, uzależnia.
Słucham bełkotu, smacznych plotek, które siedemdziesiąt kilometrów stąd mnie martwią. Przybywa mi kolejna partia zmarszek myślowych na czole, a usta zastygają w postaci beznamiętnej prostej. Tutaj, co najwyżej mogą stać się przedmiotem dobrego żartu, nieskomplikowaną gestykulacją i zapomnieniem.
Myślę, że czas zmienić aranżację, wystrój otoczenia. Wymienić kilka męczących person na klika mniej męczących, ewentualnie na nic, bo kto by się tym przejmował. Nie bez powodu, każdy z nas po pewnym czasie zdaje sobie sprawę z tego, że jakość góruje nad ilością.

wtorek, 3 kwietnia 2012

To żenujące, że mamy do powiedzenia tak niewiele, przez tak wiele. Unikam Twojego wzroku, Twojej obecności, staram się nie słyszeć, nie słuchając przy tym. Myślę, że bliższy jest mi przypadkowo spotkany człowiek w tramwaju, z którym mogę porozmawiać o Osiedlu Przyjaźni i jego przeszłości.

Na myśl przywołuję kilka dramatycznych wspomnień. Dramatycznych w obecnym kontekście, który przyjmuje żałosny charakter. Zajmuję się drobnostkami, błahostkami, czytam dramaty znieważające antropologię stanową. Choć tak naprawdę myślę, że wówczas człowiek posiadał zdecydowanie więcej klasy. Teraz "klasa" objawia się jedynie w politologicznych wywodach i wywodzikach. Skłonna jestem pozostać przy drugim.

Prowadziłam nierówną walkę z winem. Fizycznie nie mam siły, by móc poradzić sobie z korkociągiem. Mentalnie też nie mam siły, by prosić kogokolwiek o pomoc. Punkt wyjścia, choć równie dobrze mógłby być punktem wejścia.

Zastanawiam się, czy czwartek będzie wyglądał jak każdy inny. Nie chciałabym, żebyś spoglądał na mnie, jak na zupełnie obcą Ci istotę. Chyba, że to jednak ja przyjmę inny punkt widzenia.

Poznań jest ciekawszy dwadzieścia minut po ósmej. Zwłaszcza, kiedy pęd owczy staje się mniej istotny. Jakaś Cytadela, jakieś Garbary, jakieś osiedla, wszystko jakieś lepsze. Zaleta dwudziestu dodatkowych minut snu i Portera, komponującego się w zrywy puszki numer 51.

Czekałam, spoglądałam na zegarek, upijałam się oparami tytoniu i zwyczajnie się rozczarowałam.

niedziela, 1 kwietnia 2012

To nie ferwor. Alkohol pomaga jedynie w pisaniu. Aktywuje właściwy dobór słów. Kieruje pewniej palcami, szukając właściwego punktu odniesienia w gąszczu kropek, przecinków i przede wszystkim znaków zapytania. Alkohol z pewnością nie buduje poprawnych relacji międzyludzkich. Nie jest budulcem, nie jest jakąkolwiek podstawą. Jestem trochę zmęczona zazdrością, okrywaniem zelżywością słów. To takie banalne. Słów marnotractwo. "przyjdzie dzień, kiedy oni zamilkną, bo wykorzystają limit, a my mówić będziemy dalej".

Czasami dotyka mnie zlepek sytuacji, do których nie mogę bezpośrednio się odnieść. To nie moja gestia. Nie mogę wpływać na sposób postrzegania pewnych "frakcji" rzeczywistości. Nie jestem materią skomplikowaną. To Ty burzysz mój obraz nadając mu charakter introwertycznej, mrukliwej dziewuchy, dumnej, butnej przewodniczki życia. Z czym to teraz przełknąć ??