poniedziałek, 30 stycznia 2012

Do wczoraj wirowałam w przestrzeni, niczym kawałek szkła popychany przez wiatr.
Dzisiaj upadłam na płytę asfaltu

Rozpuścić się w przedziale wagonu, chwytając kurczowo łyżeczki bezinteresowności. Zatrzymać cykl seansów, nie utożsamiać się z mianem psychoterapeuty i nie rozdawać fałszywych recept, zaleceń  i powinności

Odwrotny król Midas. Czego się dotknie, zamieni w gówno

sobota, 28 stycznia 2012

Trawy śpiew, morza cichy szum, ladaco. Morze ścięło mnie z nóg, zgubiłam je gdzieś po drodze, przechodząc z jednego pokoju do drugiego. Później starając się utrzymać butelkę z wodą, zastanawiałam się, dlaczego żądze w sposób TAK skuteczny mną manipulują.

...

piątek, 20 stycznia 2012

Biegłam, potykając się o sznurówki, darząc dezaprobatą czerwone światła. " Szlag mnie trafia, mamo, kiedy tkwię w bezruchu dwie minuty. W pozycji stojącej opieram się o słup sygnalizacji i z trudem trawię znudzenie przechodniów, stojących po drugiej stronie >barykady<".
Czerwony stał się harmonijny, kompatybilny, wyrazisty i stabilny z punktem centralnym tkwiacym gdzieś w czaszy głęboko. Sącz krew, z betonowych szczelin.
Szczeliny życia, które nie ewoluują, roztaczają się i wynoszą swój bagaż, zostawiając pustkę u podstawy czaszki.

Biegłam, chowając mokry nos w szalik, z blond włosów tworząc kokon, by uchronić się od uczucia zmęczenia i zapachu mokrego psa, łączącego się z zapachem fiołków ( może mogłabym określić to po prostu zwięźlej, zapachem przedwiośnia??). Dostałam się do tramwaju i spotkałam Hrabala w dłoniach ciemnookiego.
Ten przewracał stronice zębami i również chował nos w szalik. Uśmiechałam się w myślach, bo ...
" mężczyzna ideał przyśnił się kiedyś pewnej kobiecie, ocknąwszy się rano gorzko zapłakała". Wyraźne rysy, które chłonęłam. Bezwstydnie powracam w myślach do obrazów, które utknęły w którejś z szuflad, choć istotnymi nie są. Z coraz większą trudnością potrafię dokonać selekcji zdarzeń, które powinny utykać i do których powinnam chcieć wracać. Więcej, do których wracać powinnam być zmuszona.

Teraz myślę o blondynce, kolejnej już, która przypatruje mi się czasami.
Czasami wyczuwam w jej wzroku dezaprobatę, choć w ogóle się nie znamy. Rzadko zainteresowanie, zasłuchania w ogóle. Ona nie słucha, nie mówi, patrzy i wnioskuje. Robię podobnie, opierając się o podstawę zmysłu, który kieruje moim " chcieć, bądź nie chcieć". Spolszczona wersja Szekspira, dopuszczalna w ramach realizmu towarzyszącemu słowiańskiemu polotowi.
Jaki polot ??

Płot, polot, pilot.
Twój oddech jest płytki, Twoje powieki powoli opadają, opadają, zamykają się i ...

mnie też było miło Ciebie poznać

środa, 18 stycznia 2012

Łza w oku, kiedy z ust wypływają słowa, których interpretacja może być tylko jedną, jedyną. Nie przywykłam do Twoich dłoni, które wybijają jakikolwiek rytm oklaskami. Podobnie jak nie przywykłam do Twojego szczerego uśmiechu, dławiącego tonu głosu, kiedy mówię prawdę, przynajmniej tą, której nie chcesz usłyszeć, a która jest dla Ciebie najlepsza.

Nieprzyjemnie mi, gdy chłód okala moje ramiona, a Ty mówisz mi kilkadziesiąt kilometrów od mojego łóżka, że traktuję rzeczywistość małostkowo. Mówisz to w momencie, kiedy osiągam sukces, niby mały, prywatny, osobliwy. Dotykasz mnie w momencie, kiedy stoję na krawędzi wiedzy z niewiedzą. Ja pewną częścią ciała znajduję się nad niewiedzą. Ty jednak pojąć tego nie możesz. Nie chcesz.

Dławię się brakiem poczucia bezpieczeństwa. Wtulam się w błękitny koc i "rozumuję" smutek, przerzucając stronnice pyszne. Absurdy norm, począwszy od poranka na ZAwieczorze kończąc, są niedostrzegalne. Wstać, przejść, kupić, zrobić, przeczytać, napisać, powiedzieć, mówić, obrazić, obrazić, obrazić, przeprosić, pójść spać.

Panowie dekadenci, szczupli, opierający się łokciami o trywialność zachowań blatu w bufecie. Oglądanie waszej nieporadności sprawia mi przyjemność, mnogość gestów, którymi zastępuję słowa. Pozwalają mi przedostać się kilka dni wstecz, miesięcy, lat świetlnych.

KONIEC.

piątek, 13 stycznia 2012

Drakoński bieg, towarzyszący naramienny ciężar. Chciałabym wymusić torsje, wylać żółć złości i niepokoju. W takich chwilach, chciałabym upaść pod ciężarem zapalenia płuc, później umrzeć i powstać. Walczyć ponownie

piątek, 6 stycznia 2012

Wypłukuję magnez z organizmu, statystycznie co trzy godziny.
Chciałabym ułożyć ramę z ramion i objąć Cię czule, jak kobieta kobietę, ewentualnie jak kobieta mężczyznę. Kanciaste ściany uśmiechają się pogardliwie i na tym kończy się ich rola. Ja nie ułożę ramy z ramion. Położę je wzdłuż tułowia i pozwolę im zawisnąć w bezużytecznym letargu. Na tym także kończy się moja rola.

niedziela, 1 stycznia 2012

Bo czytam kompleks, kolejny już i płynnie, rytmicznie przewracam kartki. Zwyczajnie skaluję litery, połykam wyrazy i nie odczuwam jakiegokolwiek podniecenia, żądzy. Właściwie, nie odczuwam dzisiaj nic, prócz narastającej czary jadu gdzieś w hipocentrum,mojej czaszki. Tam gdzie spory odsetek ludzi czułoby zgorszenie, ewentualnie podniecenie, kartkując książkę i robiąc pod siebie, ja czuję beznamiętność i brak składni. Zachowuję się tak, jakby ten obraz był dla mnie czymś naturalnym. Nie jest.
Fajerwerki, ich brak, wejście w kolejny program ochrony swiadków, albo amnezję.
Grabowski krzyczy, że Poznaniem rządzi MAFIA.
To interesujące. Nami na chwilę obecną rządzi bezsenność. Wymachuje palcem wskazującym i nie pozwala opuścić szeregu. Płać i płacz. Zapomniałam już, jak to się robi.
Dobry wieczór, Styczeń i zarazem dobranoc.