sobota, 15 grudnia 2012

Zawsze dostaję to, czego chcę. Nie wiem, czym to jest uwarunkowane. Przynajmniej nie powinnam narzekać. Nie narzekam. Tato, naprawdę jestem aż tak twarda?

piątek, 14 grudnia 2012

M, obok zasłuchuje się w kolędy aranżacji Braci. Chyba nawet nastraja mnie to nieco świątecznie. Chociaż oczekuję świąt. To wyjątkowy moment, kiedy widujesz ludzi, z którymi nie dzielisz życia, chociaż bardzo byś tego chciał. Ja tęsknię za dialogiem, bo od kilkunastu godzin krzyczę w sobie, otwierając niemo usta. Chwytam drobinki powietrza i je wypuszczam. Zastanawiam się, jak długo jeszcze świadomie zamierzam się upadlać, aby w końcu poznań granice swojej wytrzymałości. Nie czuję nawet elementów skraju mojego wyczerpania. Testuję, smakuję, oglądam i z dnia na dzień w moim umyśle pogłębia się pustka.
Muszę się dookreślić,

czwartek, 13 grudnia 2012

Czy człowiekowi mogą towarzyszyć jakiekolwiek wyrzuty sumienia, przy kopaniu własnej mogiły?
umieram,

wtorek, 4 grudnia 2012

Ganiam niczym szaleniec po miejskiej dżungli. Nie dbam o siebie, nie jestem prawdziwa i coraz częściej tęsknię za mamą, niczym przesłodka pięciolatka. Każdy wiek jest dobry na tęsknotę.
Ostatnio wciągam na siebie brzydkie koszulki, zakładam płaszcz, czasami uda mi się dobrać skarpetki do pary i maszeruję po ulicach niczym ołowiany żołnierz, by nie wariować w łóżku. Czasami dławię się płaczem, ale właściwie nigdy nie płaczę. Pod czaszką nagromadziła się spora pula myśli, które dręczą, męczą i równie dobrze mogłyby okryć się mianem błahostek. Chociaż błahostka jest pojęciem względnym.
Ty do mnie nie mówisz ostatnio. Nie wiem, czy powinnam spakować torbę i wyruszyć w Polskę, w poszukiwaniu równowagi. Ostatnio wyruszyłam. Spokoju nie zyskałam, a przekonanie, że prawdziwość bawi się ze mną w chowanego. Nie śpię. A przyszłość z dnia na dzień jest coraz bardziej niepewna.

Nie mam pionu. Leżę i nie umiem odpoczywać.

czwartek, 15 listopada 2012

Mentalnie staję się obywatelem każdego większego miasta w Polsce. To takie irytujące.

wtorek, 13 listopada 2012

"Lepiej być spektakularnie złym, niż przeciętnie dobrym" Conrad. 

Za oknem szaro, w ustach szaro, a między ludźmi wije się, niczym wąż dusząca atmosfera. Myśli są skrywane, albo sprzedawane na prawo i lewo, niekoniecznie do właściwego adresata. Najgorsze jest jednak to, że nie wiesz, jak powinieneś stawiać kroki. Nikt także Ci tego nie ułatwia. Emanowanie złości, to wydaje się hołdować ideom, które pochłaniają Twoje dzienne zadania spisywane na kawałku papieru. Cel uświęca środki. Chciałabym życzyć Ci powodzenia. Nie potrafię. Nie radzę sobie z uczuciem smutku. 

W Krakowie zimno. 

sobota, 3 listopada 2012


Wczoraj natknęłam się na rozczarowanie. Od razu pomyślałam o Myszach i ludziach Steinbecka. Udaje ci się schwytać małą mysz, niewielkiego króliczka. Chowasz go przed światem w zakamarkach swojej kieszeni, a jego miękkie futerko zachowujesz wyłącznie dla siebie. Jesteś egoistą. Mysz umiera. Następnie umiera kolejna i kolejna, kolejna i kolejna. A ty nadal nie widzisz w tym nic złego.
Czasami każdy z nas jest bezmyślnym Lennie'm.
Chwyciłam coś, co pomogło mi dostrzec szereg możliwości, które mogłyby mnie ukształtować w jakikolwiek sposób. Może nawet uczynić lepszym człowiekiem. I ani przez moment, przez myśl nie przeszło mi, że EWENTUALNIE mogłabym się tym z kimkolwiek podzielić. W ten oto sposób wylądowaliśmy mój drogi Panie w punkcie wyjścia. Może raczej wejścia.

Coś mi się stało, teraz nie ma już wątpliwości. Przyszło jakby choroba, nie jak zwykła pewność i nie jak coś oczywistego. Umieściło się podstępnie, po trochu; poczułem się nieco dziwnie, nieco skrępowany, i to wszystko. Potem, już we mnie, przycupnęło, bez ruchu, i mogłem sobie tłumaczyć, że nic mi nie jest, po prostu fałszywy alarm. Ale teraz to znowu postępuje.

- Mdłości

środa, 31 października 2012

Czasami, kiedy twoja bezsilność sięga zenitu (jakby paradoks), porzuć górnolotność, która drzemie gdzieś w koniuszkach palców i sięgnij pamięcią do okresu dzieciństwa. Głuchy telefon, albo marionetka wleczona po chodnikowej próżności. Masz świadomość swojej wyższości niepełnej. Chociaż tyle.

Co dalej? Dalej jedziesz tramwajem i ogarnia Cię chłód.
Chyba wylądowałam w tytułowanym domu, chociaż mentalnie na stałe mieszkam już setki kilometrów stąd. Dobrze jest umieć tęsknić. Tęsknota zawsze jest oznaką sensu, a sens oznaką życia, a nie jakiejś tam banalnej martwoty. Jak można znieważać życie?


sobota, 27 października 2012

uśmiech siłą sprawczą do zmian. Nie przypuszczałam, że udając uśmiech jestem w stanie wywołać w kimś "aż tak" pozytywne emocje, jak czkawka.

poniedziałek, 22 października 2012


Piję kawę, na którą miałam ochot od dwóch tygodni. Właściwie, to moja pierwsza kawa od dwóch tygodni. Tę, którą wypijam codziennie rano, mogę nazwać jej kiepską imitacją. Czasami czuję się, jak owca w dzikim pędzie, wraz z innymi szalonymi owcami. Rzadko obserwuję, niewiele się zastanawiam i bez emocji połykam powietrze. Dzisiaj wracając z wyprawy do zakazanej dżungli, obserwowałam dwójkę staruszków, trzymających się za ręce przez balustradę balkonu. Te krakowskie balkony, przynajmniej niektóre są niskie. Beznadziejnie niskie, zważywszy na to, że Kraków nie mija się z pogłoskami na temat największej przestępczości w kraju.
Wracając do staruszków. Mężczyzna stał za balustradą, kobieta na balkonie. Trzymali się za ręce i szeptali do siebie. Zapewne wymieniali pikantne spostrzeżenia, ploteczki, niekoniecznie czułe wyznania. Jednak pierwszą myślą, a zarazem pytanie, jakie wpadło mi do głowy było: "Dokąd zmierza nasza ewolucja?" Czasami obserwuję homo ludens w wagonach tramwajowych, częściej w kolejkach w markecie i wydaje mi się, że zamiast czynić krok do przodu, czynimy dwa elementarne kroki w tył. Zamykamy się w szklanych kulach, tworzymy "pustą idealność" i udajemy, że na ulicach mija nas setka naszych marnych kopii. Nikt nie jest w stanie powiedzieć nam czegoś, o czym moglibyśmy nie wiedzieć. Nikt nie jest w stanie swoją osobowością zmienić naszego punktu widzenia, nie wspominając już o punkcie siedzenia.

Nie podoba mi się to.

niedziela, 21 października 2012

otrzyj łzę i biegnij.

Krakowskie kaloryfery nie są zbyt przychylne w nocy. Lekarstwem na to nie są nawet koce, w ilości pięciu, czy nawet dziesięciu. No, może jednak pod warstwą dziesięciu jesteś w stanie odczuć jakąkolwiek zmianę temperatur. Jednak sen i tak jest spychany co godzinę na bok, przerywany i męczący. STOP klatka. Dziękujemy i zapraszamy ponownie.

sobota, 13 października 2012

Rozpoczęliśmy kolejny rok akademicki, z czystym kontem i całkowicie bez bruzd alkoholowych skrytych gdzieś w naszych organizmach. Rok akademicki w pełnym tego słowa znaczeniu.

Początki były co najmniej rozczarowujące. Dodatkowym, niepiśmiennym lokatorem okazał się kurz, wraz ze swymi licznymi odwłokami. Niedawno odkryliśmy grzyba. Jednak można to zaakceptować na wzgląd Krakowa, który jest rekompensatą za wszystkie niedoskonałości. I choć tkwię tu raptem dwa tygodnie, czuję się, jakbym mieszkała tu od zawsze. Nie martwi mnie żaden zdarty obcas, nawet katar niespecjalnie, czy nadwyrężone struny głosowe. Człowiek wpisał się w kanon niejakiej bohemy.

Uczelnia wysypuje się kopiami dekadenckich malkontentów. Stojące zakurzone posągi, które rzadko poruszają ustami, rzadko się uśmiechają, a z ich oczu można wyczytać jedynie narastającą pogardę.

sobota, 22 września 2012


Zygfrydowe smakołyki, a wokół szerzy się niemiły zapach. Jest zimno, przygnębiająco, za oknem leją się podniebne strumienie i krople deszczu wielkości kurzych jaj. Koncepcja na dzisiaj była zupełnie inna. Miałam ochotę napisać o tym, jakimi wspaniałymi ludźmi się otaczam. O ich toku myślenia i bezinteresowności, która nie razi bo wydaje się szczera. O uczuciach, które unoszą się w powietrzu i spowalniają wskazówki zegara. Choć nie do końca jestem pewna, czy jest tak, jak powinno być.
Jednak na czym stanęło, jeśli nie o ludziach chciałam pisać?
Noga lewa chwieje się na wadze, gubiąc przy tym moją równowagę i stabilność nogi prawej. Chwieje się również poczucie mojej wartości i WĄTPLIWOŚCI, czy rzeczywiście piszę w sposób, w jaki ZAWSZE chciałam pisać. Bo tytuły nie kleją się do akapitu pierwszego, poza tym nie wiadomo do czego odnieść akapit pierwszy. Nie klei się on z drugim, ani z żadnym kolejnym. Musisz zrezygnować z powtórzeń, za którymi przepadasz. Tym samym musisz zacząć nosić pod pachą słownik synonimów i poprawnej polszczyzny. Nie staję na głowię, po prostu to zalewam wrzątkiem i parzę się niemile.
Nie wiem, czy pragnę dekadenckiego życia, które umieszczę w "dzienniku zakrapianym rumem" (K. do tej pory nie rozumie koncepcji filmu). Sens się gdzieś zgubił. Mam wrażenie, że spełniam czyjeś zachcianki, zapominając o swoich pragnieniach.

ile naliczyliście powtórzeń?

poniedziałek, 17 września 2012

Kiedy zyskujesz wolną chwilę, pierwszą myślą, jaka przychodzi Ci do głowy jest świadomość, że nareszcie masz go wystarczająco dużo, by pomalować paznokcie. Wystarczająco dużo, właściwie niewiele.
Jestem ogłuszona programem informacyjnym, którego głosy pohukują niczym sowy w nocnym spędzie. Dużo lżejsze wydają się filmy przyrodnicze. Zachowania godowe gryzoni, których nazwy nie pamiętam. A interpretacja dwóch tych skrajnych programów wydaje się podobna.

piątek, 14 września 2012

Leżę w pozycji horyzontalnej i ani myślę, aby zmienić to w jakikolwiek sposób. Niedawno zastanawiałam się nad zmianą sposobu bycia na blogu i przecharakteryzowaniu jego strony mentalnej. Tylko po co ?
Myślę, że spokój, który towarzyszy mi od jakiegoś czasu, nie przeszkadza, a co więcej - pomaga. Dlatego nie odejdę od sentymentalizmu i dalej będę propagować swoje subiektywne "imitatio". Zresztą, chyba nikt z nas nie lubi trójwarstwowej powierzchni pudru na nosie. 

Od kilku godzin czuję się okradziona ze wspomnień, poniekąd z dzieciństwa. Uczucie podłe i sprowadzające do jakiejś płochej nostalgii. Może zwyczajnie czuję się oszukana ? 
Nie rozmawiamy, nie spoglądamy w tym samym kierunku. Ty twierdzisz, że ja już nie ufam żwirkowi i muchomorkowi, a mówić potrafię tylko o wzniosłej papce, która zasila nasze biedne i rozmiękczone mózgi. Jakże się mylisz. Ufałam ci, jak nieopierzone pisklę ufa swojej kaczej mamie. Na moim ciele znajdują się śladowe ilości piór. A Ty dostrzegasz we mnie dorosłego, śnieżnobiałego łabędzia. "Jakże się mylisz".


sobota, 1 września 2012


Znowu biegam, myślami po papierze. Gdyby nie sterty przerzucanych stronic i przekładania książek z jednego miejsca, na drugie, pokonywałabym pewien kilometr i odczuwała radość z potu klejącego się do ubrania. Brzmi niesmacznie. Tymczasem...
"przenoś moją duszę utęsknioną". Dostaję wykwintne wiadomości, sprawozdania z wakacji. Mam przy tym ochotę wbić w nie ostre zakończenia widelca i poczuć jakąkolwiek rekompensatę. Z drugiej jednak strony, coś odczuwam. Może nie jest to leżenie i liczenie godzin, ale...
satysfakcja. Wczorajszy wieczór umilał mi Morsztyn - Jan Andrzej, oczywiście. Czytaliśmy wersety i śmialiśmy się z niestałości kobiet - w co oczywiście nie wierzę. Każdy jednak ma prawo do własnej opinii. Z literaturą jest jak ze skokami temperatury. Czasami mam wrażenie, że jest mi potrzebna, podobnie jak i ja  jej. Z drugiej jednak strony, słowa, które do siebie nie przylegają, męczą.

sobota, 25 sierpnia 2012

czwartek, 23 sierpnia 2012


Taki zwykły dzień, gdy nadal drążysz ciszę, która zastygła Ci w uszach. Na usta cisną się "powroty". Nie byłyby wówczas doskonałe, gdyby stały się permanentne. Dlatego przestrzeń pomiędzy "pobytem", a "powrotem" jest wyraźna. Nabawiłam się dziwnych dolegliwości, znamion na skórze. Autokar też dał mi nieźle w kość, zwłaszcza jego element klimatyzacji, która pomimo pomysłowości A. nadal charczała, właściwie wymiotowała strumieniem chłodnego powietrza. Kiedy w krzyżówce pojawiło się hasło "jego ból jest skutkiem anginy". Wiedziałam, że gardło doprowadzi mnie do nieszczęsnej mety nieprzespanych nocy i sterty chusteczek.
Planuję, chociaż nigdy nie wychodziło mi to najlepiej. Może jednak zarysowuję sobie pewną przestrzeń, z kilkoma wytycznymi szlakami, by ustalić tylko kilka możliwych wyjść.
Francja ponownie pokazała mi siebie w tej samej postaci, jednak z kilku innych odsłonach. Tym razem jej kreacje były odważniejsze, bardziej gustowne, kolorowe. Chociaż poniekąd wiedziałam, czego mogę się spodziewać, sprzedawane obrazy oglądałam inaczej, lepiej. Wyłączyłam poczucie egzotyki, była najmniej potrzebna uczuciu sytości panoramy. Zastało mnie z kolei uczucie pewnej więzi. Przechadzając się po wiejskich ulicach, miałam wrażenie, że znam każdy kamień pod stopą, mech porastający korę, właściciel winnicy przypominał mi dziadka, a aromat wina wydawał się lokalny. Człowiek wrasta w pewne schematy mentalnie, by później wyrzucić mapę. Kamienie, które wcześniej miały kontakt z Twoją podeszwą, są idealnymi przewodnikami. Ludzie przestali być tylko ludźmi. Ludzie dają stabilizację i przynajmniej tam - jakiekolwiek minimalne poczucie bezpieczeństwa. Zwyczajne "dzień dobry" nabiera zupełnie innego znaczenia.

piątek, 10 sierpnia 2012


Wspomnienia - funkcja ulotna.
Robiłam zwyczajne porządki. Szperałam po starych gazetach, wycinałam tytuły artykułów, które przypadły mi do gustu. Gdybym znalazła się gdzieś między wierszami, uznałabym to za pewne prawdopodobieństwo. Znalazłam jednak namacalne źródło... i umknęła mi radość mojego pasywnego dnia. Wspomnienia ponownie utorowały mi problemową ścieżkę, którą - mogłoby się wydawać- mam już za sobą.

Od jutra rozpoczynam cykl nieprzespanych nocy, braku jakichkolwiek używek - wliczając w to kawę i bariery pogodzenia się ze stałością braku zmian. Do jakiego stopnia człowiekowi musi być źle, że zmieniając coś, mentalnie tego nie odczuwa i dąży do realizacji kolejnych zmian ?

Przynajmniej raz w miesiącu tęsknię. Patykiem po piasku, podeszwą w asfalcie, rzęsą w oku, paznokciem w rogówce, piórem na kartce wrzątkiem na dłoniach, ironią w powietrzu, po prostu.


sobota, 7 lipca 2012


Front zachodni milczy. Nie wiem, czy za dziesięć dni ta różnica odległości zniknie, czy przybierze na swojej wartości (WIELKOŚCI).

Przetwarzam informacje, truję się siedemnastowiecznym poglądem na temat miłości i cierpię sromotnie. Wyrażalność uczuć, niezależnie od położenia, przytwierdzenia była kiedyś czymś lepszym, zdecydowanie dłuższym, czymś co zabierało połowę dnia, przy pisaniu listów. Teraz ludzkość stroni o wyrażania uczuć na papierze. Przez co sporo rzeczy wydaje się prostszych, szybszych i nieodwracalnych.

Ten nieład jest spowodowany więzieniem, w którym tkwię już przeszło tydzień. Brakuje ewentualnie krat w oknie . Jednak po co w oknie, skoro tkwią one w mojej świadomości. Nie wiem, czy dobrą literaturę zaklasyfikować do wiedzy nieużytecznej, czy wartościującej. Może nie powinnam klasyfikować jej w ogóle. Powinnam być wdzięczna, że nadal tkwi nade mną jakiś bat, niekoniecznie dupa, o której lubiłam pisać wcześniej. Straciłabym wiele odpowiedzi na pytania, które wcześniej czy później, trafiłyby pod moją osobliwą strzechę.

Miesiąc temu stroniłam od ludzi. Lubiłam wracać do mieszkania i żywić się świadomością, że nie dzielę z nikim tlenu w pomieszczeniu. Nie wiedziałam, jak określić uczucie, kiedy pogadanka z drugim człowiekiem gwarantowała mi złość, że robię coś, na co zwyczajnie nie mam ochoty.
Z drugiej jednak strony, to uczucie osiągało minimalny pułap swoich możliwości. Teraz ta złość, z powodu milczenia jest zdecydowanie większa. Miotam się, jak jaskółka ze złamanym skrzydłem i obijam się po ścianach. Przeszkadza mi to, że neurotyczność zawładnęła moim spokojem. Niemoc panowania nad swoim zachowaniem.

Październik zgotował mi Kraków. Rok utleniania się Krakowem. Nie wiem, jak wyrazić swoje zdziwienie. Czas pomyśleć o sobie.

piątek, 29 czerwca 2012


Najłatwiej byłoby wyciąć uciskającego guza i odciąć kontakty z plagiatem. Ewentualnie podciąć mu żyły i przyglądać się, jak długo jest w stanie utrzymać się przy życiu.
Wisielcze palce i czasami umysł.

niedziela, 17 czerwca 2012


Zastanawiam się.

Nie czuję zbyt wiele. Coś, co nie sprawia mi przyjemności, prowadzi jedynie do szewskiej pasji, przy każdorazowym przewrocie stronic (pysznych). Bezsilność wywołuje we mnie mieszane uczucia. Nie pozwala funkcjonować w sposób, w jaki bym chciała. Pościel tonie w słonych potach, ja z kolei tonę w tomach opasłych. Tworzymy z łóżkiem błędne koło, wspieramy się, czasami wspiera nas wypożyczalnia - bez większego sensu, może z jakimkolwiek celem (założeniem - bądźmy szczerzy). Tydzień, może dwa, a konwulsje wchłaniać będę w porze obiadu, wydalać w porze śniadania. Pisanie sprawia mi problem. Wyrażalność niewyrażalnego, zawsze niewyrażalność. Marność nad marnościami...

Wszyscy jesteśmy biskupami, studiujemy na włoskich uniwersytetach i pochodzimy z odległego nam Baroku. We wtorek, opowiesz mi o moich słabościach, ja przyjmę je godnie, jak na człowieka sukcesu przystało, wychodząc z gabinetu uśmiechnę się triumfalnie ( choć to nie triumfy są przedmiotem naszych epok) i przechodząc obok parku, wskoczę do sadzawki, spektakularnie się w niej topiąc. Poczuję ulgę zapewne - krótkotrwałą.


Chcę spokoju, czy to tak wiele ??

sobota, 9 czerwca 2012

Tematem głównym mogłaby być perystaltyka jelit, ewentualnie Nowa Heloiza Rousseau, truskawki po osiem złotych za kilogram, Mistrzostwa Euro, które wzmagają produkcję żółci w organizmie. Stylistyka nie jest moją przyjaciółką, a ja nie potrafię spójnie ujmować przedmiotu swojej udręki.

Czekam na moment, kiedy po raz ostatni w tym miesiącu zaczerpnę odrobinę powietrza, przechadzając się korytarzami Maiusa, a następnie ją wypuszczę ze spokojem. Chodzi właściwie o pozbycie się świadomości naznaczonego przymusu, spełnienia kilku punktów z wyżej zaprzysiężonej listy. Później zatęsknię. Choć mam cichą nadzieję, że będę przechadzać się korytarzami zupełnie innymi. Może lepszymi.

Tymczasem tęsknię po Tobie moja przygodo - ostatnimi czasy nieustawiczna.

poniedziałek, 21 maja 2012

Dochodzi do spięć na tle pokoleń. Choć to tylko przykrywka. Głównym celem naszej pogawędki były pieniądze. Twój sposób myślenia, rodem z ciemnogrodu. Naprawdę przykro mi, że to piszę. Tkwię, w tumanach pyłku, kurzu, który do mnie przylega, który zalega mi w drogach oddechowych, zapycha płuca i ogranicza dostęp tlenu. Kurz, zwłaszcza w ryzach Oświecenia nie przeszkadza na tyle, bym musiała poprzez konwulsje wypraszać tlen. Ty nadal uważasz, że pływam w piwie animuszu, utożsamiam się z wyspą i spijam litry pochwał nie robiąc zupełnie nic. Z błędu wyprowadzać cię nie mam zamiaru. Ja cieszę się dobrą opinią w swoich oczach i wiem, jaka jestem, niezależnie od pryzmatu bycia po prostu.

piątek, 11 maja 2012


Nie znoszę dobrze hałasu, który ukradkiem, miarowo prześlizga się przez uchylone okno.

poniedziałek, 7 maja 2012


'quod me nutrit me destruit' - kiedy czytam o "pro-ana", żałuję że Marlowe jest brany aż tak dosłownie do świadomości jego "wyznawców". Ewentualnie sens jego myśli jest źle spożywany. Propagatorzy najwyraźniej wyzbyli się owej świadomości konsekwencji swoich działań. Duch opuścił ciało. Imago, kokon, odwłok, bezwład i ktoś nabiera powietrza do płuc. Otoczka porusza się we wszystkich kierunkach świata, unoszona przez podmuch nieświeżego powietrza.

Siedzisz przy barze, prosisz o kufel piwa, pół kufla, w końcu rezygnujesz podparty wrażeniem, że jednak nie masz nań ochoty. Przyglądasz się rosłym mężczyzną. Odpychają cię ich wpuklenia w twarzach, zakrwawione oczy, przepite spojrzenia i odór wódki, który po pewnym czasie pozwolił ci na pogodzenie się z zaistniałą sytuacją. " Pijany warchoł, myślisz. Sarmata tej gorszej generacji, albo zlepek jego przywar, które ulokowały się w kilku zespojonych ze sobą członach. Humanoid, to chyba określenie zbyt delikatne."


Jestem przerażona. Pozwól mi przetrwać, ponagl czas, by stał się łaskawszy.Wynagrodź mi to przestrzenią bez twarzy, które znam zanadto. 

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Chyba powinnam zacząć słodzić kawę kapsułkami z magnezem. Upadł program ochrony świadków. A moja szczoteczka do zębów uległa duplikacji. Stronnice pyszne, zyskały miano bardziej znaczących. Wróciłam do formy. Ponownie przekładam sterty książek, tworząc fantazyjne budowle.
Są rzeczy o wiele ciekawsze, niż jakaś tam regenracja, czy sen.

niemożliwe staje się możliwym.

piątek, 13 kwietnia 2012

Nie wiem, co dodano w kawiarni do mojej kawy. Mógł to być kryptonit, magiczny pyłek. Ściany są mi podłogą, nie wspominając o suficie. Mam niepohamowaną ochotę rozmowy. Jak długo można bić się z myślami, wygrywając za każdym razem potyczki w lustrze ?
Ten od zimnych trupów, powiedział, że rozumiejąc z góry swój obraz, równie dobrze mogliśmy go nie malować. - Rozumiejąc "z góry'' materię, którą się otaczamy, równie dobrze moglibyśmy si.ę nie urodzić. Panoszę się z koleżanką dumą i wydycham dumne powietrze. Wszystko przybiera welon wydymania i wydumania, a ja nie znam umiaru.

JAJAJAJAJAJAJAaaaaaaaaaaaaaaaa. .
To nie jest epoka dalicji. Nikt nie ceni się ponad to, co uważa człowiek zewnętrzny.
"Obcy" przychodzą, odchodzą, po jakimś czasie wracają, by przypiąć karteczkę na mojej lodówce. Treść, choć indywidualna, opieczętowana innym charakterem pisma i doborem słów, zawsze zawiera ten sam sens. "Nietypowo, pięknie, życie zyskało sens, wiele rozumiem, nie zapomnę". To nietaktowne, podobnie jak futro na plaży, w upalny dzień. Przyprawia mnie to o torsje,

środa, 11 kwietnia 2012

Straciłam noc, kilka godzin snu. Później podróżowałam to tu, to tam, przyklejona twarzą do szyby, opierając łokcie na zebrach. Trzymałam termokubek z najpaskudniejszą kawą, jaką kiedykolwiek piłam. Jaki rezultat ? Dwie strony. Dwie beznadziejnie zabazgrane strony. Większość czas spędziłam na powtarzaniu, że w końcu robię to co lubię i co powinno wychodzić mi najlepiej. Ba, czasami wychodzi.

Niech karą będzie lęk. Lękam się, choć mogłabym wystosunkować memorandium, memoriał, którego nie odważyłam się do tej pory wygłosić publicznie. Czy ma to jakieś znaczenie ? Puchu marny.

sobota, 7 kwietnia 2012

Powinnam teraz tkwić gdzieś w opasłych tomach, a ja starym zwyczajem tkwię w łóżku i udaję, że jestem zmęczona i osłabiona. Powinnam zalewać się łzami, ewentualnie wyrzutami sumienia, że tak niewiele dzieje się w sposób, w jaki sobbie wymyśliłam. Nie potrafię. Właściwie potrafię, ale nie mam na to ochoty.
Leżąc i wpatrując się w monitor, każde zdanie mogłabym rozpocząć od słowa " POWINNAM". Dzieje się tak zazwyczaj, kiedy leżę, a nie muszę. Pasywność obezwładnia, uzależnia.
Słucham bełkotu, smacznych plotek, które siedemdziesiąt kilometrów stąd mnie martwią. Przybywa mi kolejna partia zmarszek myślowych na czole, a usta zastygają w postaci beznamiętnej prostej. Tutaj, co najwyżej mogą stać się przedmiotem dobrego żartu, nieskomplikowaną gestykulacją i zapomnieniem.
Myślę, że czas zmienić aranżację, wystrój otoczenia. Wymienić kilka męczących person na klika mniej męczących, ewentualnie na nic, bo kto by się tym przejmował. Nie bez powodu, każdy z nas po pewnym czasie zdaje sobie sprawę z tego, że jakość góruje nad ilością.

wtorek, 3 kwietnia 2012

To żenujące, że mamy do powiedzenia tak niewiele, przez tak wiele. Unikam Twojego wzroku, Twojej obecności, staram się nie słyszeć, nie słuchając przy tym. Myślę, że bliższy jest mi przypadkowo spotkany człowiek w tramwaju, z którym mogę porozmawiać o Osiedlu Przyjaźni i jego przeszłości.

Na myśl przywołuję kilka dramatycznych wspomnień. Dramatycznych w obecnym kontekście, który przyjmuje żałosny charakter. Zajmuję się drobnostkami, błahostkami, czytam dramaty znieważające antropologię stanową. Choć tak naprawdę myślę, że wówczas człowiek posiadał zdecydowanie więcej klasy. Teraz "klasa" objawia się jedynie w politologicznych wywodach i wywodzikach. Skłonna jestem pozostać przy drugim.

Prowadziłam nierówną walkę z winem. Fizycznie nie mam siły, by móc poradzić sobie z korkociągiem. Mentalnie też nie mam siły, by prosić kogokolwiek o pomoc. Punkt wyjścia, choć równie dobrze mógłby być punktem wejścia.

Zastanawiam się, czy czwartek będzie wyglądał jak każdy inny. Nie chciałabym, żebyś spoglądał na mnie, jak na zupełnie obcą Ci istotę. Chyba, że to jednak ja przyjmę inny punkt widzenia.

Poznań jest ciekawszy dwadzieścia minut po ósmej. Zwłaszcza, kiedy pęd owczy staje się mniej istotny. Jakaś Cytadela, jakieś Garbary, jakieś osiedla, wszystko jakieś lepsze. Zaleta dwudziestu dodatkowych minut snu i Portera, komponującego się w zrywy puszki numer 51.

Czekałam, spoglądałam na zegarek, upijałam się oparami tytoniu i zwyczajnie się rozczarowałam.

niedziela, 1 kwietnia 2012

To nie ferwor. Alkohol pomaga jedynie w pisaniu. Aktywuje właściwy dobór słów. Kieruje pewniej palcami, szukając właściwego punktu odniesienia w gąszczu kropek, przecinków i przede wszystkim znaków zapytania. Alkohol z pewnością nie buduje poprawnych relacji międzyludzkich. Nie jest budulcem, nie jest jakąkolwiek podstawą. Jestem trochę zmęczona zazdrością, okrywaniem zelżywością słów. To takie banalne. Słów marnotractwo. "przyjdzie dzień, kiedy oni zamilkną, bo wykorzystają limit, a my mówić będziemy dalej".

Czasami dotyka mnie zlepek sytuacji, do których nie mogę bezpośrednio się odnieść. To nie moja gestia. Nie mogę wpływać na sposób postrzegania pewnych "frakcji" rzeczywistości. Nie jestem materią skomplikowaną. To Ty burzysz mój obraz nadając mu charakter introwertycznej, mrukliwej dziewuchy, dumnej, butnej przewodniczki życia. Z czym to teraz przełknąć ??

sobota, 17 marca 2012

Powielanie jest drażniące. Drażni, jak setki śmierdzących odczynników chemicznych.Kokon pajęczyny, zmartwienie, które pozornie mnie nie dotyczy. W tym wypadku to nieistotne.
Ja przechodzę, obchodzę, częściej biegam, mijam, nie odwracam się, a szkoda. Barierki metalowe, bierki, szyny, puszki, kaprys, oda do białego, którego nie sposób było zdzierżyć kilka lat temu. Brakuje mi tego. (zabrzmiało, niczym "Tęskno mi Panie"). Spoglądasz na mnie, później obejmujesz wzrokiem kilka wypowiedzianych bez smaku słów i wyobrażasz sobie niezwyczajowość. Coś bardzo niewygodnego zawisło w powietrzu.
Terminologia śledcza, stan faktyczny, kiedy odrywa się skrupulatnie od macierzystego, pierwotnego protoplasty i zyskuje wiele nowych znaczeń i określeń...

środa, 14 marca 2012

Okropny dualizm natury ludzkiej. Kiedy walczysz ze swoim cynizmem. Po co ? W imię czego ?
Niezależnie od tego, do czego zechcesz się "ustosunkować", zawsze przegrywasz z realizacją swoich pragnień. Ewentualnie ze zdrowym rozsądkiem. Dobrze jest czasami COŚ podobnego posiadać. Ośmiomackowy twór, o barwie zielonej. A ja nadal przed oczami mam ósemkę. Tak trudno jest mi się z siebie wyleczyć. Te i podobne słowa coraz częściej roztrzaskują się o ściany, nie pozwalają zasnąć. Później podróżują ze mną tramwajem, wybierają miejsce obok, na auli i nie pozwalają skupić się na tym, co względnie ciekawe jest.

/Rozkołysać masy potrafią syndykaliści i faszyści. Za ich sprawą pojawia się nowy człowiek pospolity, który nie chce drugiemu przyznać racji, ani nie pragnie sam mieć racji, lecz po prostu jest zdecydowany narzucić swoje poglądy innym/

/Człowiek masowy, to ktoś, kto zadowala się pierwszą myślą, jaka przychodzi mu do głowy - uważając zarazem, że powinni ją podzielać wszyscy (...), Bunt mas: Dla chwili obecnej charakterystyczne jest to, że umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swej przeciętności i banalności, mają czelność domagać się prawa d bycia przeciętnymi i banalnymi i do narzucania tych cech wsztstkim./

/Sarmacka bulimia miała służyć swoiście anorektycznej rezygnacji z wchłaniania nowoczesnych pokus./

Pyszności wyniesione z biblioteki,

piątek, 9 marca 2012

Mam ochotę na pewną dozę cynizmu. Regułą jest, iż to, na co miewam ochotę ostatnio, zwyczajowo się spełnia. Dlaczego nie miałabym sztandaryzować się cynizmem ? Nie chcę budzić się rano, uważać na słowa, na zapominanie. Chcę zapominać. Przekroczyłam granice "dobroczynności" i szeregowałam elementy priorytetu rosnąco. W końcu budynek harmonii runął.

Skrót informacyjny.
czwartek, ósmy dzień miesiąca, dzień kobiet. Zwrotnice zapchały się tulipanami. Tramwaje uginały się pod ciężarem kwiaciarni, zarówno tych tunelowych, jak i nietunelowych. Było zbyt ostentacyjnie, typowo. Tulipany zajęły miejsce ponatykanych na pale serc, z okresu walentynek na przystanku Kórnickiej. Tramwajowy środek transportu zawiódł. Podobnie było z systemem bibliotecznym, który skrócił swoją dzienną żywotność.
piątek, spędziłam wśród żarówek [wśród dziennej ciszy]. Skończyłam z kolei na paradoksalnych rozmowach o życiu. O tym mówi się najchętniej, niezależnie od tego, czy ściskasz w dłoni szyjkę z piwem, czy niekoniecznie.
Mężczyźni wydawali się mniej nadęci, widziałam kilku Możdżerów, nie śmiałam podejść.

Ulegam kaprysom. Zmieniam bieg historii, bieg działania. Ty tkwisz tam, ja nadal spajam narządy, by móc stanąć na własnych nogach. Ewentualnie pozbyć się turkawiczych skrzydeł, wyrastających prężnie z łopatek, niemniej moralnych, niż kręgosłup.

To życie ze mną jest niestabilne. Zwłaszcza, kiedy przebywamy w Bombaju [kątem u Kapuścińskiego] i zamieszkujemy budynki z cerkiewnymi zadaszeniami.

sobota, 3 marca 2012

Utknęłam w prywatnym aware, z papierami na podłodze. Zapomniałam butów, nie biegam. Urocze, gdy poloniście brakuje słów, a litera "j" nie domaga na klawiaturze. Nie czuję się polonistą, ergo po co właściwie do tego nawiązywać ? Romantyczni bohaterowie przenikają stronnice książek, które prawdopodobnie wyrzucę, sprzedam, spalę, albo zakopię. Kim jest romantyczny bohater ? To czasownik. Romantyczny bohater nie może być jakimkolwiek podmiotem. Tak jakby scalić utopię z realią. Banalne, oklepane, brzydkie ..
Może niekoniecznie brzydkie, ale moje kubki smakowe tego nie kupują.
Gdybym miała nazwać uczucie, które na mnie oddziaływuje, może we mnie tkwi, byłaby to po prostu beznamiętność. Ironia podtrzymująca pobliski mur prawą stopą. Spoglądam, obserwuję, nie dostrzegam. Żałosna permanencja.

środa, 29 lutego 2012

Apatia w makaronie brązowym, o podsmaku cynamonu. A ja bez wiary w skrót informacji na opakowaniu, chwytam i zapełniam koszyk. Za oknem koparki, a niebo nijakie. Nie ma na co patrzeć, bo jakiekolwiek jednorazowe spojrzenie wywołuje ból, niesmak potęgujący podsmak cynamonu.

Opętał mnie humor rodem z Baudelaire'a. Nie dostrzegam piękna w pięknie, ewentualnie piękno w padlinie. Choć może to wydźwięk lepszy. Ponownie nie odnajduję oparcia. Siedzę na skraju taboretu życia i uśmiecham się do odbicia w oknie. Wyjść nie ma, dzsiaj serwują ewentualnie wejścia, albo nic.
Gdyby ktoś teraz powiedział mi, że jestem Panią własnego życia, uśmiechnęłabym się żałośnie. Cynicznie odpowiedziała, że się nie myli. Choć wcale bym tak nie uważała.

czwartek, 23 lutego 2012

Tkwię w kuchni, swoim ulubionym pomieszczeniu. Przypatruję się odbiciu żarówki w oknie i nie myślę, choć powinnam. Zwłaszcza o Polu Marsowym. Czym jest szersza perspektywa postrzegania rzeczywistości ?? Czym właściwie jest ta umiejętność ? Zaletą ? Darem ? Przekleństwem ? Kiedy podróżujesz tramwajem, przypatrujesz się ludzkim twarzom. Dostrzegasz wtedy mnożące się kształty nosów, kolory oczy, wydatność ust. Skalujesz elementy, które dostarczają Ci skrajnych uczuć. Począwszy od odrzucenia, obrzydzenia wersji soft, po coś, co równie dobrze, mogłabym nazwać "miłym dla oka". Kiedy nie spoglądam pod nogi, a w niebo, widzę więcej ? Rozwaga jest wówczas traktowana jako trybik w maszynie, bo ja nie muszę jej kontrolować.
Mogłabym zatracić się w słowie. Mówić niewiele poprzez wiele, bądź odwrotnie. Posiadam tylko kilkaset słów. Nie stać mnie na kolokwializmy.

Kamień chwyć i schowaj do kieszeni. Następnie wygłość laudację i zamocz ją w kałuży krwi.


/ Siedzę na pokładzie i piję. Jestem już chyba na fali,
więc muszę teraz uważać, żeby za głęboko nie wejść w cień
tej chmury, którą wyświetla księżyc i w odrętwienie
wprawia me słowa, zwodząc mnie myślą, że jedynie stany
bliskie milczenia są słuszne./ 

poniedziałek, 20 lutego 2012

Gdzieś z kubkiem ciepłej kawy, z kocem na kolanach i zwykłym spokojem. W zaciszu swojego "domostwa", za siedmioma górami, lasami i małym miejskim parczkiem. Pośród kolorowych wieżowców, kamer monitoringu, mokrych ścieżek i błota. Pragnęłam takiego początku i zakończenia. Utknęłam w obcym ciele, niespójnej kulturze, nijakim środowisku ludzi nieśmiałych, bądź otaczających się wdzięczną [ dźwięczną?] nazwą HOMO LUDENS - w szczególności mężczyźni. Kiedy ja na plakietce, przy tyłku miałam napisane HOMO LABORANS. Zatwardziali i strudzeni mężczyźni, w dziale oświetlenia. Jak to możliwe, że w tej dziedzinie kobieta może więcej ?? Wiem, mówię otwarcie, doradzam, zdarza mi się. Męczysz mnie swoją nieprawdziwą wiedzą. Słucham uważnie. Tego nauczono mnie "kilka" lat temu, by z pokorą wysłuchiwać drugiego człowieka. Czasami i w bełkocie trafiają się strzępki słów, ewentualnie zdań, które w połączeniu tworzą jakiś sens. "Może jednak mogłabym pomóc ?"
-"Co Pani może wiedzieć? [w domyśle: jest Pani tylko kobietą]" Tkwij w swoim garjdole pewności siebie. Ja postoję, popatrzę, pokpię, odwrócę się na pięcie i zaleję się uśmiechem, całkiem przyjemnym, nieponurym. Bo i po co inaczej??

poniedziałek, 6 lutego 2012

Moja apostrofa, nieustająca, pojawiająca się w każdym zdaniu, czasami w aluzjach niejasnych, trudnych do rozszyfrowania. Chyba powielę gombrowiczowski los. Ucieknę, zalepię sobie uszy, a jeśli chodzi o obrazy - będę skalować wyłącznie te, które nie będą cuchnąć stęchlizną i upodleniem ludzkim. Wróciłam, niekoniecznie jako rozbitek, zregenerowałam siły, nadrabiałam butelkami wina i snu. Od czasu do czasu, czytywałam po kilka zdań, by nie wyjść z wprawy. Zamieniłam kilka słów ze współlokatorem, by nie alienować się bardziej i nie pozwolić zardzewieć strunom głosowym. Czasami posłucham za dużo, przeczytam zdanie, które równie dobrze mogłoby okazać się pomyłką i przetwarzam je w turbinkach mózgoczaszki. Myśli te są moimi więźniami, może ja jestem ich więźniem i współistniejemy w toksycznym związku kobiety i mężczyzny. Mówimy do siebie dwoma różnymi dialektami.

Zwariowałam. Kolokwializuję. Bełkocę. Nie wiem. Zwyczajnie zwariowałam.
Jakiś kawałek podróżował dzisiaj tramwajem numer szesnaście. Dotarł na Kórnicką, by móc tam zwymiotować do kosza na śmieci, zwyczajnie, bezpretensjonalnie, a zarazem ostentacyjnie. Kawałek ten dostrzegł kawałki siostrzane, ponatykane na patyki, właściwie pale i podziwiał swój egzystencjalny quo vadis, który okryty przejrzystym powietrzem, przeinaczył się w zaczadzony splendorem wrak Morfeusza, kolebiącego się w rytmie chocholego tańca

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Do wczoraj wirowałam w przestrzeni, niczym kawałek szkła popychany przez wiatr.
Dzisiaj upadłam na płytę asfaltu

Rozpuścić się w przedziale wagonu, chwytając kurczowo łyżeczki bezinteresowności. Zatrzymać cykl seansów, nie utożsamiać się z mianem psychoterapeuty i nie rozdawać fałszywych recept, zaleceń  i powinności

Odwrotny król Midas. Czego się dotknie, zamieni w gówno

sobota, 28 stycznia 2012

Trawy śpiew, morza cichy szum, ladaco. Morze ścięło mnie z nóg, zgubiłam je gdzieś po drodze, przechodząc z jednego pokoju do drugiego. Później starając się utrzymać butelkę z wodą, zastanawiałam się, dlaczego żądze w sposób TAK skuteczny mną manipulują.

...

piątek, 20 stycznia 2012

Biegłam, potykając się o sznurówki, darząc dezaprobatą czerwone światła. " Szlag mnie trafia, mamo, kiedy tkwię w bezruchu dwie minuty. W pozycji stojącej opieram się o słup sygnalizacji i z trudem trawię znudzenie przechodniów, stojących po drugiej stronie >barykady<".
Czerwony stał się harmonijny, kompatybilny, wyrazisty i stabilny z punktem centralnym tkwiacym gdzieś w czaszy głęboko. Sącz krew, z betonowych szczelin.
Szczeliny życia, które nie ewoluują, roztaczają się i wynoszą swój bagaż, zostawiając pustkę u podstawy czaszki.

Biegłam, chowając mokry nos w szalik, z blond włosów tworząc kokon, by uchronić się od uczucia zmęczenia i zapachu mokrego psa, łączącego się z zapachem fiołków ( może mogłabym określić to po prostu zwięźlej, zapachem przedwiośnia??). Dostałam się do tramwaju i spotkałam Hrabala w dłoniach ciemnookiego.
Ten przewracał stronice zębami i również chował nos w szalik. Uśmiechałam się w myślach, bo ...
" mężczyzna ideał przyśnił się kiedyś pewnej kobiecie, ocknąwszy się rano gorzko zapłakała". Wyraźne rysy, które chłonęłam. Bezwstydnie powracam w myślach do obrazów, które utknęły w którejś z szuflad, choć istotnymi nie są. Z coraz większą trudnością potrafię dokonać selekcji zdarzeń, które powinny utykać i do których powinnam chcieć wracać. Więcej, do których wracać powinnam być zmuszona.

Teraz myślę o blondynce, kolejnej już, która przypatruje mi się czasami.
Czasami wyczuwam w jej wzroku dezaprobatę, choć w ogóle się nie znamy. Rzadko zainteresowanie, zasłuchania w ogóle. Ona nie słucha, nie mówi, patrzy i wnioskuje. Robię podobnie, opierając się o podstawę zmysłu, który kieruje moim " chcieć, bądź nie chcieć". Spolszczona wersja Szekspira, dopuszczalna w ramach realizmu towarzyszącemu słowiańskiemu polotowi.
Jaki polot ??

Płot, polot, pilot.
Twój oddech jest płytki, Twoje powieki powoli opadają, opadają, zamykają się i ...

mnie też było miło Ciebie poznać

środa, 18 stycznia 2012

Łza w oku, kiedy z ust wypływają słowa, których interpretacja może być tylko jedną, jedyną. Nie przywykłam do Twoich dłoni, które wybijają jakikolwiek rytm oklaskami. Podobnie jak nie przywykłam do Twojego szczerego uśmiechu, dławiącego tonu głosu, kiedy mówię prawdę, przynajmniej tą, której nie chcesz usłyszeć, a która jest dla Ciebie najlepsza.

Nieprzyjemnie mi, gdy chłód okala moje ramiona, a Ty mówisz mi kilkadziesiąt kilometrów od mojego łóżka, że traktuję rzeczywistość małostkowo. Mówisz to w momencie, kiedy osiągam sukces, niby mały, prywatny, osobliwy. Dotykasz mnie w momencie, kiedy stoję na krawędzi wiedzy z niewiedzą. Ja pewną częścią ciała znajduję się nad niewiedzą. Ty jednak pojąć tego nie możesz. Nie chcesz.

Dławię się brakiem poczucia bezpieczeństwa. Wtulam się w błękitny koc i "rozumuję" smutek, przerzucając stronnice pyszne. Absurdy norm, począwszy od poranka na ZAwieczorze kończąc, są niedostrzegalne. Wstać, przejść, kupić, zrobić, przeczytać, napisać, powiedzieć, mówić, obrazić, obrazić, obrazić, przeprosić, pójść spać.

Panowie dekadenci, szczupli, opierający się łokciami o trywialność zachowań blatu w bufecie. Oglądanie waszej nieporadności sprawia mi przyjemność, mnogość gestów, którymi zastępuję słowa. Pozwalają mi przedostać się kilka dni wstecz, miesięcy, lat świetlnych.

KONIEC.

piątek, 13 stycznia 2012

Drakoński bieg, towarzyszący naramienny ciężar. Chciałabym wymusić torsje, wylać żółć złości i niepokoju. W takich chwilach, chciałabym upaść pod ciężarem zapalenia płuc, później umrzeć i powstać. Walczyć ponownie

piątek, 6 stycznia 2012

Wypłukuję magnez z organizmu, statystycznie co trzy godziny.
Chciałabym ułożyć ramę z ramion i objąć Cię czule, jak kobieta kobietę, ewentualnie jak kobieta mężczyznę. Kanciaste ściany uśmiechają się pogardliwie i na tym kończy się ich rola. Ja nie ułożę ramy z ramion. Położę je wzdłuż tułowia i pozwolę im zawisnąć w bezużytecznym letargu. Na tym także kończy się moja rola.

niedziela, 1 stycznia 2012

Bo czytam kompleks, kolejny już i płynnie, rytmicznie przewracam kartki. Zwyczajnie skaluję litery, połykam wyrazy i nie odczuwam jakiegokolwiek podniecenia, żądzy. Właściwie, nie odczuwam dzisiaj nic, prócz narastającej czary jadu gdzieś w hipocentrum,mojej czaszki. Tam gdzie spory odsetek ludzi czułoby zgorszenie, ewentualnie podniecenie, kartkując książkę i robiąc pod siebie, ja czuję beznamiętność i brak składni. Zachowuję się tak, jakby ten obraz był dla mnie czymś naturalnym. Nie jest.
Fajerwerki, ich brak, wejście w kolejny program ochrony swiadków, albo amnezję.
Grabowski krzyczy, że Poznaniem rządzi MAFIA.
To interesujące. Nami na chwilę obecną rządzi bezsenność. Wymachuje palcem wskazującym i nie pozwala opuścić szeregu. Płać i płacz. Zapomniałam już, jak to się robi.
Dobry wieczór, Styczeń i zarazem dobranoc.