czwartek, 29 grudnia 2011

Szeleszczę i moszczę, nie śpię, zamykam powieki i nie potrafię pozwolić świadomości odpłynąć. Nieznośny kaprys.

Palec wyobraźni mnie zawodzi. Nie przywołuje na myśl dobrych wspomnień. Przywołuje obrazy niepożądane. Takie, które w przyszłości najbliższej pokryją się realnym kocem.Czuję się naprawdę bezdomna, wraz ze swym poznańskim kątem

wtorek, 27 grudnia 2011

Jesteś dumna, butna, wredna i niemiła. W takim  razie i ja będę dumna z Ciebie. Właściwie już jestem. To nieszczęście przeżywamy razem. Trwamy w skupieniu, ściskając się za dłonie, zalewając łzami. Zadajemy sobie setki pytań i nie szukamy odpowiedzi. Każdy z nas zna odpowiedź. Wymawianie jej na głos zburzyłoby pewność i nieskończoność uznania dla naszego osobliwego toku myślenia.

Uśmiechałam się do myśli, przeciskając się przez ludzi w tramwaju, następnie w pociągu i na dworcu. Miałam wrażenie, że jadę po odbiór snu, który mi się należy. Jakże miłe było rozczarowanie kilka dni później. Odpowiedź, która nie została wypowiedziana na głos, uzyskała ponowny statut spełnionej. Chciałabym się porządnie rozczarować. Przyznaję, przewidywalność bywa męcząca.

Świąteczna otoczka została zachwiana. Nie ma aury nieskazitelnośći, pomarańczy, pierników, leniwej choinki i mężczyzny ze sterczącym brzuchem. Jest strona tytułowa, bywa dłoń i kałamarz.

czwartek, 22 grudnia 2011

Pierwiastek świąt między wagonami, w przedsionku objawił się kilka przestrzeni dalej, wraz z aromatem mandarynek. Stałam i marzłam na zmianę, przyglądałam się ludzkim zmarszczkom i wyobrażałam sobie Ciebie na tym peronie i moje przyklejenie do Twojej szyi. W końcu oboje wylądowaliśmy na piedestale honorującym marnotrawnych.

piątek, 16 grudnia 2011

Każdorazowo, kiedy zataczasz okręg nad moją głową, ja widzę siebie w lepszym zwierciadle, niekoniecznie krzywym, gdzie moje imię przybiera dualizm, a ja z reguły chwytam pod rękę klon gorszej generacji. Pozwalasz mi być lepszym człowiekiem, wskazujesz szlaki, a ja doceniam to wdychając opary aolkoholu i rozcierając tusz do rzęs. Przeglądam się w lustrze, mazie ciemne, kręgi.
Mimo wszystko, kręgi te ułożone pozornie nierozłącznie z imitacją zmarszek, kurzych łapek, nakreślają szczęśnie zupełnie niepozorne. Pijane szczęście.

sobota, 10 grudnia 2011

Pralka wkomponowała się w rytmiczność UCZTY Platona - mężczyzny barczystego, sprzecznego z ogólnie przyjętym wizerunkiem sofisty, niesofisty, kogoś kto mówi wiele, będąc obdarzonym jakimś polotem. Sen to taka mara odległa. Alkohol ponownie mnie dekoncentruje, choć powinno być zupełnie odwrotnie. Odciąga mnie od obowiązków, pozwala powiekom opadać w najmniej odpowiednich momentach, okrywa falą zmęczenia, brakiem jakiegokolwiek dialogu, wzmaga cynizm i zwiększa ilość kubków na stoliku.
Czekam, niecierpliwię się, podsłuchuję akcent niemiecki, poprawiam literówki i boję się, że próg domu przekroczy zupełnie obcy mężczyzna. Może ja sama będę sobie obca, wchodząc do przestrzeni odległej, okrytej wspomnieniem przychylnym - może kilkoma.

Nie jesteś wolny w swoim rozumowaniu. Więzi Cię szablon przyzwyczajeń, sterty niepotrzebnych książek, które 'zalegają' na Twoim koncie. I ja się męczę. Telefon milczy, smutnie milczy, gubi się. Chcieć, to oczekiwać. " Można przecież być doskonałym stolarzem, a nie mieć o tym pojęcia, co to właściwie jest. Stolarz robi stoły, a nie definicje".

czwartek, 8 grudnia 2011

I co ? Ja mówię, nie słucha, ja piszę, nie czyta. Ludzie nie lubią słuchać, słyszeć o swoich niedociągnięciach w życiu, skrzywieniach. Ty, będąc wartkim obserwatorem, wyciągasz prawą - silniejszą dłoń w stronę topielca, który zawisnął na kawałku spruchniałego drzewa. Płynie w dół, wraz z rwącym nurtem rzeki. Nie słucha, płynie wprost do przepaści, posępnej jamy wodospadu, by móc głowę rozbić i nie pamiętać, że jakakolwiek historia z A., K. lub M, miała miejsce.

sobota, 3 grudnia 2011

Zachłysnęłam się powietrzem, pieniądzem, uwierzyłam w ewentualność przyrodzoną - zupełnie niepotrzebnie. Niecierpliwię się, tupię nogami o parkiet, wydymam usta spijając zieloną herbatę, odświeżam skrzynkę pocztową, czasami konto bankowe. Schemat, żyję bezdusznymi schematami. Narzekam.
Właściwie, robię to za każdym razem, niezależnie od tego, czy przylegam hipnotycznemu urokowi schematów, czy realizuję odgórny plan zachowań zupełnie do mnie nie podobnych. Nie chcę się delektować życiem. Chciałabym chwytać je garściami, pięściami nakreślać krąg mojej prywatności i przedzierać się przez tłum ze słuchawkami na uszach. Nie chcę słyszeć, słuchać także. ESENCJONALNOŚĆ INTUICJI.