środa, 30 listopada 2011

Loguję się, czytam " lubię siać pogardę", mimo iż napisane jest "siać propagandę". Pogarda mnie określa, ja chyba trochę zgubiłam się w altruistycznych pobudkach, chęci bycia człowiekiem lepszym. Takim, który podaje filiżankę z kawą na "dzień dobry", witając Cię szerokim i ciepłym uśmiechem.
Dzisiejszy dzień chylił się ku kilku przedmiotom. Może niekoniecznie chylił, co podpierał się na nich. W prawej dłoni aparat, w lewej wstążka centymetru i szpilki, które uwierały. Nutka skrępowania, obce spojrzenia, komplementy nie mieszczące się w kieszeniach. Żyję w pełni, tak jak chciałam żyć zawsze. Czuję się zmęczona ogromem wrażeń, które sen z powiek mi spędzają i nie pozwalają osadzić się drobinkom piasku w rogówkach oczu. A ludzie mówią, szepczą, szepoczą, a ja myślę, zastanawiam się i męczę.

sobota, 26 listopada 2011

lewa dłoń, czułość pod piórem Wiśniewskiego, neuron. Jestem wdzięczna. za istnienie ucisku w czaszce, który realizuje nasze pragnienia i pobudza je do życia.

niedziela, 20 listopada 2011

Cisza, strumień opadającej wody, okno otwarte, praca silnika, stukot obcasów, asfalt, kubek kawy, gorycz, odbicie twarzy w lustrze, dezorientacja. Cisza radia, zaokienna symfoniczna aria. Czego chcieć więcej ??
Ludzie, piszę do was, normalni mniej i bardziej, pijani zwyczajnie i niezwyczajnie, obłąkani, gburowaci, składni i nieskładni, pruderyjni i rozwięźli, małomówni i gadatliwi, bądźcie kim być chcecie, jednak od czasu do czasu szanujcie mój wysiłek bycia lepszym człowiekiem.
Godzina pierwsza, stoję, uśmiecham się. Godzina druga tylko stoję, przejawiam uśmiech. Pięć kolejnych, jestem pijana widokiem skrzynek z piwem. Drżę, odczuwam chłód na każdym milimetrze mojego ciała, którego nie udało mi się osłonić. Płaczę w duchu, bo równie dobrze mogłabym biegać w pomieszczeniach cieplejszych, ewentualnie leżeć i przejawiać minimalną część lenistwa, czy zmywać stertę naczyń.
Alienacja to ziwerzątko przyjazne, które pozwala na opanowane spojrzenie na kręgi ludzkie. Przekroczyłam bezpieczną granicę. W obecnym sposobie myślenia esencją stało się ciepłe pomieszczenie, kubek ciepłej cieczy i względna cisza. W głębi ducha to koliduje, z wewnętrznym pragnieniem otaczania się inteligentnymi ludźmi. Móc, chcieć, być. Ja nie jestem myślicielem. Czasami wariuję.

czwartek, 17 listopada 2011

Kupiłam kota. silence. Powinnam napisać [ko-ta]. dyftong. Choć kot nie przybiera 'wartości' materialnej, tkwi gdzieś w podświadomości, mentalnie mi towarzyszy i wysyła ckliwe sygnały, zaprasza do łóżka. Dyftong mi się śni. Pewien cykl snów, pewne samogłoski sylabiczne, które jutro okryją się mianem niepewności.
Podróże tramwajem mnie rozstrajają. W pociągach z kolei jest za dużo zachodu słońca. Przelewa się ironia światła, drwi z chłodu i zaczepia podróżnych. Stoję, opieram się o plecy mężczyzny stojącego za mną, balansuję na pokładzie, potykam, nie mam ochoty na błazeński uśmiech, kiedy szczerość bywa esencją. Tak jest, było i być może będzie. Nie jestem w stanie tego przewidzieć. silence.
Ukradłam dzisiaj komuś pragnienie. Nie czuję się z tym źle. Wręcz przeciwnie. Czekam na rozwój sytuacji. Szeptem zagłuszę Twoją waleczność, żołnierzu. silence.

niedziela, 13 listopada 2011

Lubię wracać, przepychać się łokciami w tramwaju, dźwigać walizkę umniejszonego, skrupulatnie spakowanego świata niewinności, pytać siebie o sens i zmniejszać poczucie jakiejkolwiek wrażliwości na stan rzeczywisty.
Piątkowy dzień był niespodzianką. Biegłam z pustą walizką przed siebie, omijałam perony, mojżeszowałam ludziom, pobijałam rekordy, przyjmowałam rolę spowiednika albo psychoterapeuty. Właściwie, po co komu pusta walizka ?? Może dzięki niej czułam się pewniej. Może czuję się tak za każdym razem, kiedy przekraczam próg przedziału. Albo mieszczę tam swoją próżność i zmęczenie. Metaforycznie wypełniona po brzegi.

sobota, 5 listopada 2011

Próbuję wdrapać się na właściwą półkę, odzyskać piedestał.
Wyprawa do wnętrza ziemii zakończyła się fiaskiem. Właściwie, jak mogę pisać o jej zakończeniu, skoro ona nijakiego początku nie posiada ? Macierz została zachwiana, nie ma swojego prawa bytu. Ja teraz przez Ciebie doszukuję się drugiego dna w sprawach i sprawkach mniej istotnych. Analizuję, pytam, czasami długo zastanawiam się i skaluję w myślach słowa, które chcą się ulotnić z ust. Wlazłeś z impetem w moje życie, zburzyłeś harmonijną i solidną wieżę moich idei i przyzwyczajeń. Teraz, nie pytając stawiasz nowe fundamenty, przejmujesz rolę piastunki. Przejmujesz moją rolę i pozwalasz rozwijać się embrionowi w łonie.
Gdzie jest łono ??