środa, 17 sierpnia 2011

Chcę być prawdziwa. To jednak niezdrowe, kiedy natykasz się na ludzi nieelokwentnych, grubiańskich, czy zwyczajnie głupich. Prawdziwość ma swoje granice. A Tobie pozostaje dozować to w odpowiedni sposób i nie czuć zniesmaczenia, gdy nie czerpiesz radości z rozmowy. W gruncie rzeczy, każdy przejawia wartości, w mniejszym lub większym stopniu, jednak zawsze. Uczucia wyzwalają ze mnie lepszego człowieka. Pora chyba przechwycić ster, wyrzucić za burtę kilku niepotrzebnych towarzyszy, oszustów, pasażerów na gapę. Własne dobro musi stać się esencjonalne. Chłonąć racjonalizm chcę, z przelotem na optymizm i rozgraniczenie własne.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Teraz poradnik psychologiczny radzi, by zapytać osoby najbliższe, w Twoim otoczeniu o Twoją największą wadę. Kiedy okazuje się nią dystans do ludzi, pochopność w podejmowaniu decyzji i ekscentryzm, który stąpa twardo po Twoim cieniu, odczuwam niesłuszność osądu. Osoby najbliższe w Twoim otoczeniu nie są bliskie, otoczenie przybiera trywialne scenografie, a Ty nie wiesz, gdzie obecnie się znajdujesz, gdzie jest Twój dom. Czy to zachód, wschód, a może walizka wypchana do połowy wspomnieniami i błotem. Później poradnik psychologiczny pisze, iż wady wskazane przez Twoich "przyjaciół", w gruncie rzeczy mogą być Twoimi zaletami. Przynajmniej wady nie muszą być jednoznaczne, w stosunku do scenografii.
Nie ma obojętności, a papierek lakmusowy przybiera kolor niebieski. Natykamy się na rady, zasady, dezaprobaty i semafor ?

czwartek, 11 sierpnia 2011

Niewygodna spazma myśli, dobra godzina czegoś, co mogłoby przyjąć miano "ukojenia" dla umysłu, jednak go nie przyjmie. To nie pogoda jest winna za mój brak apetytu, jednoczesny głód i zapotrzebowanie na ludzi dobrych. Kiedy tkwię samotnie w czterech ścianach, z własnego wyboru, udaję, że rzeczywiście kolor ścian jest znośny. W gruncie rzeczy nie znoszę ich przytłaczających barw, nie garnę się jak śmiesz to nazywać do chwytania PEŁNI ŻYCIA. Pełnia życia, odkąd pamiętam, kojarzyła mi się z kuflem żółtej cieczy piwa. Pomysłodawcy reklam, pełnię życia odczuwają jedynie o późnych godzinach wieczornych, z mniejszych lub większych rozmiarach kufla w dłoni i krótkim snem spowitym ze stresem. Nie mam pomysłu, w jaki inny sposób mogłabym określić ten stan. Wylewa się ze mnie gorycz, mililitrami co prawda, jednak dziwi mnie to, że w ogóle odnajduje tak trudne do zlokalizowania ujście. Kartkuję terminarz, później dziękuję za moją idywidualność, kiedy maszeruję niczym szeregowy po marmurowych schodach, które noszą na sobie tabliczki z oszczerstwami i bagnem pieniędzy. Czasami, kiedy człowiek wie, że Twoja inność, stan niezbyt banalny jest chorobą - daje Ci wolną rękę, pole do działania, zachwyt prymitywnością, której nie doznałbyś, kiedy mieniłbyś się w epitetach normalności i zwyczaju.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Saudek




Zbędność słów.