niedziela, 31 lipca 2011

Noc musiała być co najmniej dziwna. Tak myślę, kiedy sięgnęłam po kawę, świadomie zrezygnując z mleka. Nie mam ochoty się zastanawiać.
Jestem POLAKIEM, z kości i krwi, bo MALKONTENTEM jestem. Pytanie, czy nasza urocza mentalność, byłaby taka sama bez tej przywary ??

środa, 20 lipca 2011

Nie mam ochoty, nie mam serca, nie czuję, ze muszę, choć tak naprawdę chcę. Dorosłość, jak początek umierania, a ja czuję, że gniję od środka, bo nie mam w sobie tej lekkości i łatwości w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji. Nie umiem obrucić ich w żart, a czuję, że to, co planuję będzie mnie męczyć przez najbliższe lata. Takie to już moje gmeranie i marudzenie. Czuję, że muszę, choć siedzę tu z twarzą zwróconą do monitora, podbierając się o kartkę, która wypełniona po brzegi literami, pozwoli mi się zorganizować - przynajmniej dzisiaj.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Chciałabym w końcu usłyszeć - " Hej, mała, Twój trud się opłacił!". Póki co, wsłuchuję się w ciszę. I czuję się jeszcze bardziej osamotniona, niż zwykle. Czekam na polskiego robotnika huty, której właściwie nie ma. Zmęczonego, jednak permanentnie uśmiechniętego. Od jutra przejdę metamorfozę. Będę kucharką na pół etatu, w zamian za pełną lodówkę, udostępnienie miejsca pracy - królestwa kuchennego oraz za pogłębianie swojej inwencji, która doprowadzi... miejmy nadzieję, że do czegoś zjadliwego.
Nie mam oczu wielkości pięciozłotówek. Właściwie czytam wszystko, co wpada mi w dłonie. Poczynając od składu pasty do zębów, kończąc na Coetzee i "Wieku żelaza". Choć przyznaję, książka wprowadziła mnie w dziwaczny smutek i poczucie próżności. Jakbym wzruszała się na samą myśl, że korzystam z pulpitu komputera. Chciałabym w końcu z kimś pomówić, niekoniecznie porozmawiać, a pomówić - wymienić kilka nic nieznaczących zdań. Ludzie, którzy mnie otaczają są wytrwałymi słuchaczami. Lubią słuchać, obawiają się tym samym, że odważając się na jakąkolwiek odpowiedź, burzą mój tok myślenia i przede wszystkim kolejność myśli, które rzekomo skrzętnie poukładałam w głowie. Ja nic nie układam, nie planuję zbyt wiele, bo w takim porządku z trudem się odnajduję.

Słyszę kroki, które przemierzają po drewnianych schodach i w mgnieniu oka gubię sens korzystania z edytora. To chyba dobry znak. Nie jestem sama. Nikt nie może być sam.

piątek, 15 lipca 2011

Ramka zamiast przybrać kolor wściekle zielony, nasyca swój podkład kolorem żołci, która zyskuje z każdym dniem na swoim tonie. Dzieci grzyby ugrzęzły w tym zacnym bagnie, a ja nie mogę przebywać tam wraz z nimi.

Ed:
Czasami myślę, że swiat bez tych kilku dźwięków byłby smutny. Właściwie, świat bez jakiegokolwiek dźwięku byłby smutny. Świat bez dylematów, bez westchnień, bez koloru, bez woni byłby czymś nie do zaakceptowania. Więc po co mi świat pełen szczurów ??  Gdziekolwiek pójdę, tam będzie mi dobrze.
A będzie tak dlatego, bo nie zatracę wolności.

Don't let me down, M

środa, 13 lipca 2011

Nie chcę liczyć na przychylność losu, ponownie. Kiedy nie będę spełniać się w tym, co lubię i w miejscu, które za każdym razem obłapiane wzrokiem, dostarcza ciału dreszczy. Między młotem, a kowadłem, nad przepaścią wylaną po brzegi niestygnącą lawą. Płakać nie żyć, umierać byłoby czymś za łatwym.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Gdy czekam na wieści z krainy Oz, jestem bardzo zniecierpliwiona. Nie liczę już łyżeczek jogurtu i nie wydymam ust pijąc kawę, martwiąć się, że poślę jakąkolwiek kroplę na pustkowie mojego łóżka.
Bo właściwie, kawa spijana w łóżku, jest tą poranną kawą, która rzekomo udziela nam wskazówek, jak energicznie być, czy żyć. Jeśli kraina Oz nie przyjmie mnie w swoje skromne progi [ skromne, to pojęcie bardzo względne - ja niewdzęczna], Mickiewicz obiecał mi, że chętnie zajmie się moją dalszą edukacją. Pomyśleć, że wzgardzałam jego twórczością - czasami. Czuję mniejsze zakłopotanie, minimalny dreszcz emocji, jednak nie strach. Pewien film, dla młodocianych nastolatek posługuje się mottem - " Strach przed działaniem, wykluczy Cię z gry". Owszem, przyznaję, brzmi prymitywnie. Gdybym miała się do niego ustosunkować, powiedziałabym, że strach dopinguje. Przynajmniej ja bez odpowiedniej dawki adrenaliny w organiźmie nie mogę ruszyć dalej. Czekamy na depeszę i spijamy kawę, kraino Oz

niedziela, 10 lipca 2011

Zwyczajnie, niezależność nie jest mi pisana

piątek, 8 lipca 2011

Moje przekrwione oczy, gdyby oczywiście tylko mogły, rzuciłyby się niewdzięcznym ludziom do gardeł, roztrzaskałyby budziki o ściany wschodnie, a później, jak gdyby nigdy nic, pozwoliłyby powiekom na ich naturalną, codzienną czynność.
Zanim przyłożę do ust kawałek porcelany, chcę wam opowiedzieć o moim kuriozalnym lęku. To, co wydaje się namacalne, paradokslanie jest nierzeczywiste. Każdego dnia zmieniamy zdanie, albo po prostu pozwalamy na to, by kajdany kłamstwa nas opuściły. Wolność jest względna, miłość także uchodzi za względną. Istnienie jednoznacznej materii, mogłabym wyliczyć na palcach. Jednak, czy ktokolwiek budząc się, zaprząta sobie głowę tym, by pozwolić ciszy ukoić zmysły ??
Nie wiem, gdzie chcę żyć, co chcę robić. Chcę pracować, pożytkować energię, która stoi w miejscu i porusza się w rytmie hula, niczym hawajskie dziewki.

Muszę się ulotnic, przynajmniej na kilka dni.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Zwyczajnie się boję. Materia wokół kusem zalicza miliony kłamstw i oszczerstw, a ja stoję i czekam i spoglądam, śpię, zasypiam, nie dojadam. Tego nie nazwę już jakąkolwiek koegzystencją. Popycham siebie w wir przyjemności, choć po drugiej stronie lustra, bądź z drugiej strony medalu dostrzegam beznadziejność i cuchnący rozkład. Jestem rozdarta, niczym kartka papieru. Co jeśli to nie moje przeznaczenie ??

Słyszę "Marta!", z częstotliwością, która zaczęła początkowo bawić, później nieco irytować. Czas chyba zacząć akceptować wymyślność kolebki tradycji, praktyki i pieprzonego stażu rzeczywistości. Po co komu eufemizmy ??

W dupie Ci się poprzewracało!