sobota, 25 czerwca 2011

Chciałabym za pięć dni, zaserwować sobie minimalną dawkę szczęścia i przerażenia. Kiedy przetnę cienką już żyłkę i odejdę daleko, by tworzyć własną historię.

Głośne słowa wywołują we mnie irytację. Tak jakby moje własne życie ją we mnie wywoływało. Nie mam ochoty okrywać się złotą peleryną i odzywać nie pytanym. Chcę żyć cicho i pięknie, po swojemu, na swoim, zwyczajnie po PROSTU. PROSTO, proso, do prostego człowieka, czar goryczy, potępienie i zagłada.


Utracjuszu własnego szczęścia, mizerna marionetko, jednostko niezależna zarazem i piękna w swoim podniesionym tonie i bezsilności. Krzyk, słabość, ROZWIĄZŁOŚĆ.
W swoim sacrum, jestem po prostu profanum, człowieku.

wtorek, 14 czerwca 2011


Czy mogę dać ci siebie
jeżeli nie umiesz powiedzieć
co czujesz
kiedy oddaje ci usta

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Ponownie porywam się z motyką na słońce. Słońce podsyca we mnie jakiekolwiek nadzieje, motyka ze mnie kpi. Tak na poważnie, czekam na "rozwiązanie", pracuję i w ogóle się nie uśmiecham. Wyżyję za przeciętną krajową, nabiorę koloru, zwiedzę świat, a wspomnienia zepnę w obszerny album, który nazwę "doświadczenie". A po czasie dodam, jako załącznik do CV.

środa, 8 czerwca 2011

Na palcu ściskam swój magnacki pierścień i przystępuję do aktu wylewu frustracji. Pobudka o siódmej, miała  zagwarantować mi udany dzień. Miałam potykać się o konary drzew i odczuwać radość ze zmęczenia. Miałam zaaplikować sobie dodatkową silną porcję endorfin, utrzymując przy tym poczucie, że wygrałam ze słońcem. Deszcz pokrzyżował mi plany. W zamian wypiłam filiżankę kawy i przyglądałam się gębie Błaszczaka, SZANOWANEGO szefa PISu, która wydaje się być na tapecie, właściwie nie schodzi z ekranów o godzinie siódmej, zarówno rano jak i wieczorem. Jego tanie wywody, infantylne ataki wyrosły 50 cm od ziemii, bo właściwie nie różnią się niczym od przekomażań piaskowniczych dzieci. Z drugiej natomiast strony, podziwiam go. To prawdopodobnie jedena z najsilniejszych ikon PiSu, która w tak skuteczny sposób wchodzi w tyłek Kaczyńskiemu.

Właściwie polska polityka, to czysta sporadyczność. Żadna partia mnie nie porywa, a wybory prawdopodobnie ominę szerokim łukiem. Jednak, jak długo można oglądać tę samą gębę, która nie wnosi do polityki nic nowego ???

wtorek, 7 czerwca 2011

zadziwiacie mnie, zadziwiam się.
właściwie, troszeczkę nie rozumiem

czwartek, 2 czerwca 2011

Czy bycie konsekwentnym jest tym samym, co bycie rozsądnym ??? Kiedy w dłoni trzymam pieniądze, w głowie pustkę, a w oczach strach. Po prawo litość, niezdecydowanie i gromkie brawa za szlachetność, po lewo własne szczęście. Wybór nie jest prosty, choć pozornie mógłby się taki wydawać.
Bezwładnie leżę tu, na desce dębowej, ociągam się, wstać nie chcę, kiedy udaje mi się podjąć jakąkolwiek decyzję, kolejne warstwy drewna spadają na mnie lawinowo i wymuszają marazm.

GET HAPPY, GET READY