piątek, 29 kwietnia 2011

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

czwartek, 28 kwietnia 2011

Powieki cięższe, niż masa ciała. Po prawo widzimy eskalację pragnień. Z kolei po lewo upadek moralny i zanik mięśni.

Dwóch polaków i trzy zdania. Pluralizm jest rozwojem. Co jednak, kiedy nie wszyscy są gotowi, by kroczyć mężnie przy jego boku ?? Co, jeśli nie wszyscy są dojrzali, bądź po prostu kwalifikują się do grupy ludzi, stojących w kolejce po "wilczy bilet", ku bezpowrotnemu wydaleniu ??
Przepraszam. Głupota mnie dziś zawiodła.

Jutro mury, które znosiłam przez trzy lata [ mam wrażenie, że wice wersa], ponownie staną się zupełnie obce. Sekretarki także wydają się już bardziej obce. W momencie, kiedy dostrzegasz uśmiech na " dzień dobry" wypowiedziane półszeptem. Czego dostrzec wcześniej nie potrafiłeś.

W tęsknocie jest coś upokarzającego.
Dlatego nie zamierzam tego praktykować. Chyba..
chyba, że poczuję ucisk w skroni i suchość w gardle. Spocznę z myślą, że to co wcześniej w myślach obrzucałam jajkami, mogło być czymś dobrym, być może i było.

niedziela, 24 kwietnia 2011

Całkiem nowe łącze ze sferą muzyki, wyrzuty sumienia, gorący kubek przymusu. WOS całuję, mówiąc "dobranoc", kubek kawy z kolei, mówiąc " dzień dobry". I toczę się niczym płynny glob z domieszką lądu. Przyszłość klaruje się niczym masło, całkiem przychylnie.
Myślę tak, odkąd zdałam sobie sprawę z tego, iż chęci mają minimalną przewagę nad rzeczywistym stanem rzeczy.

DZIEŃ DOBRY, KENEKTIKET !
Mówię, uśmiechając się szeroko, nowozrobioną, śnieżnobiałą szczęką. Dziełem światowej klasy specjalistów.
Kangury, mury, wieżowce, piaskowce, parki, kopiarki.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Naszej życiowej sensacji [ sytuacji], pierwsze skrzypce grają chęci, dopiero później realne szanse. I nie skłamię, jeśli napiszę, że bardzo mi się to podoba

wtorek, 12 kwietnia 2011

Wyjeżdżasz na studia.Wracasz jako bohater narodowy. Kłaniasz się po pas, chętnie przyjmujesz uściski dłoni, oczekujesz owacji. Względny mentalny paw.

Nieba nie ma. Przynajmniej nie ma go tutaj. Nad głową nie wirują mi już waniliowe pasma dymu, obłoki uciekły w popłochu. Niebo przysłoniła granatowa okładzina, której jedynym celem jest zepchnięcie dobrych, bądź poprawnych nastrojów na margines, czyściec, czy próżnię po prostu, gdzie wszelkie krzyki o ratunkowe koła zostają stłumione.

Nad ranem usłyszałam łagodne brzmienie budzika. To musiał być poranek wyjątkowy. Budziki o łagodnym brzmieniu są na wyginięciu. Odgarnęłam włosy z czoła, w lustrze oglądałam niekorzystne skutki nocy i kolejne oznaki lenistwa na twarzy. Myśląc o "jakiejkolwiek" maturze rok wcześniej, na myśl przychodziły mi dość prozaiczne hasła : wiosna, utrata paznokci, biała koszula, długopis z czarnym wkładem, arkusz. Dzisiejsze spojrzenie przestało opierać się na powierzchowności. Zauważalną różnicą jest brak doceniania snu. Sen stał się po prostu snem. Dzień przebiegłby jak każdy poprzedni, gdyby nie świadomość, że ludzie, których mijałeś na korytarzu przez trzy lata, najzwczajniej staczają się w Twoich oczach. Spijają resztki szampana, zataczają się i staczają, jak mają w zwyczaju Ci, którzy sensu życia już dostrzec nie potrafią. Wspomnienia są tworem najtrwalszym, który dewastacji nie podlega. Nie rzucisz nim o ścianę, nie rozsypie się, nie odeślesz na wysypisko próżności. Istnieje jedynie przewaga wspomnień złych, nad dobrymi. Częściej wracamy do złych, które jednocześnie "bywają" przestrogą naszych kolejnych zachowań.

piątek, 1 kwietnia 2011

Nadal nie dociera do mnie rzeczywistość, która pozornie śmie się nazywać ładem.W gruncie rzeczy to bałagan, burdel, z setką roznegliżowanych nóżek, biustów i ponętnych ust.

Ja nie jestem złotousta, nie jestem także żadnym kierunkowskazem,czy psem przewodnikiem. Ja jestem po prostu pełna zrozumienia. Rozmawiasz, mówisz, mówisz, wylewasz słowa. Zastanawiam się, skąd czerpiesz siłę na ich wypowiadanie,skoro jest Ci ze sobą, z nim tak źle.

Ty uciemiężona matko, córko, polko. Ja leżę tu, w lustrze się przeglądam, poprawiam łzy by powróciły na właściwe miejsce, pudruję nosek i skaluję najlepsze myśli, jakie może mi zagwarantować jedynie wpływ dobrego alkholu. Pozostaw mnie samą. Przed lustrem wolę aprobować siebie. Jeśli nie stać Cię na zrozumienie, po prostu zamknij usta, następnie drzwi.