środa, 26 stycznia 2011

Wcale nie chodzi o to, że cenię sobie swoją prywatność, tutaj. Moja prywatność obejmuje zupełnie inne sfery. Odpoczywam, myślę. Czasami nawet włożę do ust filtr, wezmę kilka głębszych wdechów, poobserwuję ulatniający się dym. Niezdrowo się zachowuję.
Dopiero teraz dostrzegam, że  udaję jakiś "wydymany" heroizm. W gruncie rzeczy, jestem kruchym ciastkiem, herbatnikiem, który od czasu do czasu ląduje w gorącym kubku kawy i ulega rozmiękczeniu. Sen, który wcześniej okazywał się lekarstwem, obecnie niszczy pion, który wypracowywuję sobie budząc się rano. Syzyfowy głaz. Ja walczę. To wcale nie prawda, że akt nieprzejęcia sprawami, które owszem, dotyczą nas, jednak nie mamy na nie wpływu, pozwala nam się uwolnić od rozterek. Chyba,że Ty również siebie oszukujesz. Koncepcja,w której ludzkość tworzyła trupę aktorów, a życie niezłego scenarzyste, wraca. Restrospekcja mnie zjada, kawałek po kawałku. Nie poznaję siebie, wrażliwości, beztroskiego wypowiadania słów i obrażania. To nie ja.

czwartek, 20 stycznia 2011

Nie lubię widzieć, gdy spoglądasz. Ja lubię obserwować, gdy płaczesz. Lubię milczeć z Tobą i zastanawiać się, czy bytność w określonym temacie ma jakikolwiek sens. I doskonale wiem, że nie lubisz gdy piszę dość niezrozumiale dla tych obłoków wirujących mi nad głową. Tak jednak jest mi łatwiej. Bo Ty połykasz litery i zatrzymujesz przy sobie. Trwasz w niejasności i przestajesz mnie lubić. Myślisz, że ja stosuję wobec Ciebie "reprymendę", bądź po prostu gardzę, jak człowiek człowiekiem, gdy do ust nie przyłoży białej filiżanki z kawą, nad ranem.
Nie wiem, jak długo będę znajdować się tu, gdzie teraz jestem. Delektuję się każdą minutą. Spoglądam na stosy świec, waniliowe obłoki rozprzestrzeniają mi się nad głową. Milczę, bo cisza jest znośna. Nie rozumiem obecnego stanu rzeczy. Przechodzę permamentną retrospekcję i..
Śmieję się w myślach, że byłabym piękną, długonogą brunetką, o cejlonowych ścianach w pokoju i cudownym widokiem na górską halę z okna kuchni, w której piłabym dobrą kawę. Albo zmagałabym się codziennie z tramwajami, spoglądając na zamglone widoki z ich niewielkich okienek. Znudzona tym, że oddycham. Chyba ta wizja niewiele odbiegłaby od dzisiejszej rzeczywistości. Byłabym, a jednak nie wszystko stracone.
Tak bardzo nie lubię nie wiedzieć. Stąpamy we dwoje, w czworo i dziesięcioro po niepewnym gruncie. Dzisiaj niespecjalnie odczuwam. Czasami myślę, że się boję. To w końcu tylko myśli. Wydawanie się. W gruncie rzeczy ja nie wiem, czym jest lęk.

piątek, 14 stycznia 2011

Z pozoru męskie ramiona są odzwierciedleniem bezpieczeństwa i ciepła. Ja jednak najbezpieczniej czuję się w swoich czterech ścianach, ich wdzięcznych ramionach i ciepłych kolorach.

środa, 12 stycznia 2011

http://maturzaki.pl/magazyn/index.php/matura/2011/01/12/dlaczego-tyjemy/

Zygffryd tu i Zygffryd tam. Uśmiecham się trochę. Chwalę czymś niezbyt dobrym, jednak pierwotnym.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Być wszędzie, naderwać kawałek księżycowego sklepienia, mówić. Bezsenność utrapieniem. Sen nieprzerwalną falą złości i zdezorientowania. Słyszę i słucham. Czasami wolę to, od wypluwania czegoś, co należy wyłącznie do mnie. Wtajemniczenie jest dla ludzi dobrych. Powinieneś mówić do mnie częściej, ja z kolei powinnam milczeć, spoglądając w nicość, bo w końcu budząc się i otrzepując drobinki piasku z powiek, pozwalasz sobie na stwierdzenie niepewności. Owszem, to, że ciepło, cieplej, że książka dobra i herbata smaczna, nadałoby jakikolwiek temu sens. Tylko na chwilę. Ład mógłby być czymś irracjonalnym w obecnej czasoprzestrzeni, kiedy do sklepu po bułki wychodzisz, milcząc, wracasz z kefirem.

Ja często prowadzę walkę wewnątrz. Dzisiaj z kolei nie walczę, dzisiaj zmysły objęły kwarantanne, morze mleka,jak za starych dobrych czasów. Nie chcę zgrywać kogoś kim nie jestem. Dobrze, przynajmniej dzisiaj nie będę twarda. Jutro powrócę na półkę, utworzę szereg, pion upozoruję i uśmiechnę się szczerze, w miarę możliwości.

niedziela, 9 stycznia 2011


"Czy źle?? Nie wiem.
To trochę smutne, że nie pamiętasz. Z reguły kreują one nasze pragnienia, są odzwierciedleniem naszych przemyśleń albo przypominają te bardziej odległe,o których już zdążyliśmy zapomnieć.
Najbardziej lubię sny z pogranicza zimy i wiosny. Są bardzo wyraźne, jednak nie jaskrawe. Te jesienne są ponure, apatyczne i właściwie nic nie wnoszą, letnie są zbyt jaskrawe i niezbyt miłe."



To nie pierwsza sytuacja, kiedy budzę się zalana potem, wydając mimowolnie z siebie jedynie łkanie. Czasami nasze pragnienia nas przerastają. Pobudzają w nas drobinki nadziei, która wyniszcza stabilizację i harmonijnie uporządkowany i wydozowany świat. Początki są dobre. Dostrzegasz pastelowe zgranie kolorów. Pozwalasz wyobraźni pracować dalej, w miarę ciągłości, fabuła przyśpiesza, kolory stają się bardziej wyraziste. Niczym nie przypominają już obrazów Moneta. Zaklasyfikowałabym je w przejściowy kubizm, w drodze do pop - artu. Po chwili fakty, które wydawały się spójne, zatracają się. Pozwalam sobie na odrobinę szaleństwa, abstrakcję i paradoks. Nie potrafię wyobraźni i nasilających się pragnień utrzymać w ramach. Pomimo tego, że potencjalnie w każdej chwili mogę się wybudzić, nie potrafię. STOP KLATKA, ot tak. Napięcie przechodzi apogeum, rozproszony umysł. A ja na krańcach czaszy posłuchuję łkanie.
Żałosne i nienaturalne łkanie.

czwartek, 6 stycznia 2011

Od jutra wszystko ponownie stanie się restrykcyjne,

wtorek, 4 stycznia 2011

Bez zbędnego patosu, w sposób iście ludzki, niepatetyczny.
Wypełnione dwa kościotrupie skrzydła, pokryte pęcherzykami powietrza; szczęściem wypełnione, mimo iż niewidoczne. Poruszane to raz, dwa razy przez niewielkich rozmiarów mięsień; plastikową, zimną, nieczułą płytkę. Stuk, plask, trzask, ah co to był za koncert.

niedziela, 2 stycznia 2011

Łączysz naguby dłoni, później podsuwasz pod podbródek i uśmiechasz się do okrutnej wizji, która przesuwa się przed Twoją twarzą. Dochodzisz wtedydo wniosku, że ludzkie zachowania się nie zmieniają. Ludzkie zachowania podpierają się o przeszłość, zmienia się jedynie oprawa, sposób w jaki ze sobą rozmawiamy i gesty, które są czasami o wiele bardziej słyszalne od słów. Nie mówimy wierszem, przecinkiem wydaje się być słowo "kurwa", nie nosimy długich sukienek i kolorowych gorsetów. Tyłek przyświecają lateksowe leginsy, umysł z kolei kablówka, która wydaje się nieodłącznym elementem i garści popcornu.

HELLO my dear

sobota, 1 stycznia 2011

Dzień rozpoczął się od gorącej czekolady. Zakończy się z kolei na stercie papierków, przenoszenia swojego życia ze zniszczonego terminarza, do pieczołowicie złożonego, brązowego prezentu od mamy. Zarówno ona, jak i ja wiemy doskonale,że w żaden inny sposób nie potrafię się zorganizować. Moje życie bez większych lub mniejszych podobnych książek jest nieprzesadzonym letargiem. Bagatelizuję sprawy ważne, mniej ważne, po to, by móc oddać się w sidła nieznośnych wyobrażeń gorącej herbaty, permamentnego ciepła, bijącego ze wschodniej ściany mojego pokoju i łóżka. Rozglądam się we wszystkie strony, później zatyka mnie płaskość sufitu i grobowa cisza, która w rzeczywistości przeszkadza i demoralizuje.
W gruncie rzeczy, do dzisiaj hasło :podsumowanie, znaczy dla mnie niewiele. Być moze dlatego, że słowo wychodząc z moich ust, nigdy nie dotknęło spełnienia. Naprawdę jest mi obce. Dwie białe kartki, myślniki następujące po sobie, marginesy, kilka magicznych cyfr. Nie potrafię się zorganizować, zmusić do chwycenia w dłoń długopisu i nakreślenia paru słów. Kuriozalnym i niedorzecznym byłoby, gdybym, pisała o tym tutaj. Czułabym się tak, jakbym oczekiwała jakiejkolwiek aprobaty za to, co udało mi się dokonać, nad czym pracowałam, a uzyskanie rezultatów, mimo iż okupione nieświadomością w działaniu, przyniosło swoje pochlebne lub nie rezultaty. Uśmiecham się, widząc przyszłość. To budujące, wiedząc, że pozostało Ci jeszcze trochę czasu, by cokolwiek zmienić, a z każdym dniem udoskonalać pracę nad swoją masą, humanoidzie.

Chciałabym prosić tylko o jedno. Chciałabym móc mieć temat.
Brak składni jest czasami przerażający. Dopada Cię wtedy myśl, o tym by zamknąć bzdurnik, a to o czym myślisz, puścić w niepamięć.
A z każdym dniem dochodzę do wniosku, że słowo ma niewielką moc, w porównaniu z czynem. Na szczęście.