niedziela, 26 grudnia 2010

Dzisiaj podzieliłam ludzi na tych, którzy mówią to oczym myślą, mówią w trakcie myślenia, bądź po prostu wylewają na zewnątrz swoje przemyślenia. I na tych, którzy mówią o przemyśleniach innych, zapominając o tym, by wcześniej umieścić je w cudzysłowie. Nie uważam jednak, by druga postawa była w jakikolwiek sposób gorsząca. Mnożąc setki myśli, przez ziemską populację, nic dziwnego, że wcześniej wspomniane myśli nakładają się na siebie, powtarzają i przedawniają. Po pewnym czasie odradzają się i ponownie są uważane za coś nowatorskiego i niepowtarzalnego.

sobota, 25 grudnia 2010

Ja, jak co roku mam na sobie ten wielki jogurtowy T'shirt, i ciepłe spodnie w kratkę na tyłku. Przewracam kartki w terminarzu i na kartce, która śmiało nazywa się poniedziałkiem wpisuję drukowanymi literami BA SEN.  To zabawne,że pomimo odgórnie narzucanych tradycji ( niewątpliwie pięknych tradycji, człowiek z czasem dojrzewa do tego, by je docenić), ja dołączam swoje,które kultywuwuję.

I jak słusznie z N. wczoraj zauważyliśmy, człowiek z biegiem lat, z ucieczką czasu i zbliżającego się bardziej racjonalnego spojrzenia na rzeczywistość ( o ile kiedykolwiek człowiek jest w stanie,z obiektywnego punktu widzenia, spojrzeć na rzeczywistość w sposób racjonalny, przynajmniej w pełni), okresu dojrzewania i następnie przemijania, którą może lepiej byłoby zastąpić późną jesienią, a może złotą?? z większą trudnością wymawiamy słowa, które miałyby ukazać pochwałę drugiego człowieka. Nie potrafimy składać życzeń. Bez większego wysiłku wymawiamy słowa, powszechnie znane, słyszane. " Zdrowia i zdrowia i szczęście, szczypty miłości, sukcesów zawodowych etc, etc". Odkąd pamiętam, składałam życzenia,które miały nieść za sobą zastanowienie, może jakąkolwiek zadumę. Wydawało mi się, że najtrudniej jest składać życzenia, komuś, przy kim stawiasz rząd liter A.N.O.N.I.M.  Błędnie. Składanie indywidualnych życzeń, złożenie paru słów w logiczną całość jest czymś trudniejszym.

Święta, te bożonarodzeniowe w szczególności, są czasem, kiedy rzeczywiście gubię umiejętność racjonalnego rozpatrywania. Przemawiają przeze mnie niezrozumiałe fale dobra, które czasami są nie do zniesienia. Być może to kolejny początek końca ??

czwartek, 23 grudnia 2010

Radio,w radiu z kolei T.Love nazywa rzeczy po imieniu. Owszem, dzisiaj jestem rozpieprzona. Choć wielokrotnie zwracałam uwagę na to, że zmiana koloru włosów pozwala poprawić samopoczucie i wprowadza człowieka w zupełnie nowy stan ( cytując nauczycielkę od biologii z gimnazjum, która bez wątpienia miewała częste stany depresyjne), dzisiaj nie jestem pewna, czy nie wyłamałam się od reguły,a raczej złotej zasady.
Czujesz zapach świątecznych wypieków, ciepło które bije z wnętrza atmosfery,którą budują właśnie ludzie, nie elementy mikołajopodobne, czy świerk niezależnie od tego czy pachnie,bo żywy, czy nie pachniem, bo sztuczny.
Ta ludzka pretensjonalność wydaje się zabawna. Nie napiszę, że nie lubię świąt. Choć bardziej ekscytuje mnie okres oczekiwania, sen, który regeneruje moje szare komórki, które dobrowolnie wyniszczam (czasami) i stos książek, który się do mnie uśmiecha, a ja mam w końcu czas na nadrobienie zaległości. Tradycje są piękne, do czasu. Póki nie stają się nudne przez swoją prostotę.

niedziela, 19 grudnia 2010

Bezwład, niechcenie, nicnierobienie, chłonę powietrzę, nie pozostawiając nic w zamian, o ja niewdzięczna. W momencie, gdy ja oddawałam się walce z wiatrakami, Ty chłonąłeś mój ulubiony trunek, nie zastanawiając się, czy nie miałabym nań ochoty. Walkę zakończyłam, "pod tarczą", upadłwszy na stos butelek po owej żołtej cieczy. Dochodzę do eskalacji, chcę, mam ochotę. To całkiem ludzkie.
Chciałabym oglądać słońce, mieniące się we wszystkich odcieniach pomarańczu i żółtego. Od paru miesięcy oglądam permamentny mrok i biel mokrego proszku, utrudniającego mi wędrówkę z dwóch odległych od siebie punktów, które zarazem stanowią cel dnia.
Kto by pomyślał, że ciepłe mleko pozwala mi lepiej śnić. Budzę się, po to by móc oczekiwać na wieczór, na noc i sen.

NU da.daNAdaNudaNaduDuNaNdAn
sdfsdgnkjfsailgaghuyrfialerigovfnaslkvadbgsagd.

czwartek, 16 grudnia 2010

Określ uczucie, które towarzyszy Ci w tęsknocie za kimś, kogo nie znasz. Nie wiem, czy mnie to upokarza, uwłacza, ekscytuje czy oślepia animuszem, który pozwala tkwić mi w łóżku i oddawać się cudownemu nicnierobieniu. Ja często myślę o tym, jak wyglądałoby moje życie, gdyby jego kluczowe decyzje, poszły w zupełnie innym kierunku. Często słyszę o swoich niechceniach sprzed dwóch lat, ostrym języku, czarnych glanach i przysposobieniu, do rozlanego mleka i stłuczonego kubka. Dzisiaj z kolei wiem, że pragnienie ciszy o wiele łatwiej jest wymusić wykrzywieniem ramion paraboli ust ku górze. Niekoniecznie środkowym palcem, bądź samą ciszą. Ciszą ciszy nie zagłuszysz.

niedziela, 12 grudnia 2010

Kolejny raz w tym tygodniu loguję się tutaj. Tym razem postanowiłam nie zachowywać tej " nabrzmiałej pikanterii życia" dla siebie. Tym razem ustaliłam nowy schemat działania. Piszę, nie czytam, wychodzę.
Wcześniejszy z kolei brzmiał - piszę, czytam, usuwam, wychodzę. Swoją drogą,wielu ludzi wygłasza swoje "moralizatorskie" poglądy na temat schematów, oceniając je dość negatywnie, w sposób mało obiektywny. Będąc "dziewczęciem" ( ave. Ferdydurke), w czerwonych trampkach i nieodłączną koszulką metallici, sama uważałam, że schematy są pewnym ludzkim ogranicznikiem,stereotypem, który nie pozwala wyzwalać w człowieku tego, co najlepsze przez lęk, przed odrzuceniem i wydaleniem ze społeczeństwa. Przyznaję, to całkiem mądre. Znajduje swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Dzisiaj spojrzałam na to inaczej. Od niedawna uczę się, że każdy element życia, z którym mamy doczynienia ma zarówno dobre, jak i złe strony. Schematy także mają swoją lepszą cząstkę. Schemat jest odgórnym "kodeksem" i delikatną przestrogą przed zdziczeniem i bałaganem.

Weszłam do pomieszczenia, gdzie rzeczywistość zaciera się z fikcją. Pomieszczenie mogłoby być strefą zamkniętą, "czyściem", przestrzenią kosmiczną, czarną dziurą, polem za marginesem. Moim oczom ukazały się brzozowe półki, białe ściany, telewizory plazmowe, stosy książek, fotele wiklinowe. Z epicentrum tego pomieszczenia, którego lokalizację trudno określić biło namiętne i permamentne ciepło. Wpewnym momencie pomyślałam, że znalazłam miejsce, które pozwoli mi przetrwać zimę i nieustającą falę śniegów i mrozów.
Kiedy analizowałam każdy krok, usłyszałam ciepły baryton, odwróciłam się na pięcie, wyrósł przede mną mężczyzna, jedyne co pamiętam to zarost, punkt początkowy, który przykuwa moją uwagę. Nie pamiętam o co pytał, o czym mówił. Uśmiechnęłam się pogodnie, jak robię to zawsze, gdy jedyną rzeczą,na którą mam ochotę jest cisza. Odwróciłam się na pięcie, na jasnym i gładkim blacie położyłam parę monet i wróciłam tu, gdzie teraz jestem.

czwartek, 9 grudnia 2010

Częściej wracam do przeszłości, mogłabym nazwać to niekompletną retrospekcją. Powtarzam błędy z przeszłości. Nie potrafię cofać czynów, nie wypowiadać słów, które mam ochotę wypowiedzieć, a które ranią. Nie czuję się z tym źle. Więc w czym problem ??  Zgorzkniała kobieto, goryczy nutko, ulubiony elemencie nasady języka. To przykre, że tak niewiele rzeczy jest mnie w stanie wyprowadzić z równowagi. Nie pobudza to we mnie myśli przewodniej,która wytwarza za sobą myśli pochodne. Wypełniłyby mój wolny czas, którym dysponuję, a który roztrwaniam na rozmowy i szepty, na które w gruncie rzeczy nie mam ochoty. Nie w smak. Robienie czegokolwiek wbrew sobie, wyłącznie po to, by móc cokolwiek zrobić i zyskać upozorowaną świadomość braku bezczynności.

Często mam wrażenie, że dziedzina seksuologii przypisując posiadanie fetyszu, wyłącznie mężczyźnie, popełniła elementarny błąd.

sobota, 27 listopada 2010

Wysuwam nosek, spod zielonej kołdry. Posiągam kolejny łyk czerwonego wina, mimo iż czasami przyprawia mnie o wstręt. Dzisiaj natomiast, z braku laku, lampka wypełniona jest do połowy czerwienią. Dzisiejszy dzień całkowicie pozbawia moją koncentrację jakichkolwiek wpływów, albo tego miernego poczucia dominacji. Rozbiegane oczy, za którymi nie nadążam, podwójny samochodowy wypadek, który był jedynie PRAWIE wypadkiem. Niezależnie od tego, jak zręcznym kierowcą potrafię być,.. dzisiaj jestem wyłącznie kobietą. Czytam to, co chcę przeczytać, piszę to, o czym chcę pisać, myślę, że jest zimno, mimo iż w pokoju szaleje cudowne trzydzieści stopni, przynajmniej tak twierdzi wskaźnik. Do tej pory mnie nie zawiódł.

Może masz rację. Ten temat jest dla mnie zbyt odległy. Boję się, może. Mam niezdrowe podejście, może. Nic nie jest jednoznaczne. Sama jednoznaczność wydaje się kuriozalna. Zgubiłam zdrowy rozsądek, w pogoni za szczęściem. A może zgubiłam zdrowy rozsądek, w pogoni za samym rozumem ?? Tkwiłam w przestrzeni, wsłuchiwałam się w wykład, który uśpił rozum ?? Myślę, że to letarg, wpływ czynników mniej korzystnych z otoczenia, które w nieodpowiedni sposób kształtują mnie, kruchego i małego człowieczka. Raptem dwa tygodnie, wrócę do tego, co śmie nazywać się logicznym myśleniem. Odkurzę półki z książkami, wcisnę pedał gazu, natknę się tym samym na zupełnie nowy zestaw kłamstw i oszczerstw. Nie będę jednak sama. Co względnie pociesza.

Kult, żałuję, że takie utwory docenia się w najbardziej beznadziejnych momentach w życiu.

Kłamstwo wlecze się za kłamstwem. Nie kłamiąc, kłamiemy. COŚ bardzo podobnego odczuwam w tym momencie. Nie mając ochoty na czerwone wino, twierdząc, że czerwone wino nie jest czymś dobrym, gdyż niesie za sobą dość nieprzyjemne wspomnienia, dopijam lampkę, która jeszcze chwilę temu była wypełniona do połowy czerwienią. Podświadomie lubię czerwone wino. Jednak nie w tym sęk. Piję bo smutek, który zżera mnie od środka, nie pozwala mi inaczej. Swoją drogą, gdybym uważała się za człowieka silnego, nie wypisywałabym czegoś tak bardzo mnie uwłaczającego.
Pamiętam tylko, ze była wtedy wiosna
Wiadomo maj, te sprawy drzewa całe w pąkach
Serce pojemne jak przedwojenna wanna
I pragnienie, by ją wypełnić
Uwiodła mnie przepaść jednego spojrzenia
Runęłam w nią rozkładając ramiona
Spadałam całe lato i bym się roztrzaskała
Gdyby nie spadochron z wyrzutów sumienia

piątek, 26 listopada 2010

Zima, śnieg, lód tafla niespokojnego morza, a ja mam wziąć łyżwy ze sobą i sunąć, niczym ospała baletnica ?? Raptem rok dzieli mnie od gór.

Dzień po dniu, żyję tą permamentną nienawiścią per. zawiścią do braku skrajności. Tkwienie po środniu zupełnie mi nie odpowiada. Ilości kubków herbaty podwaja się, percepcja, aparypcja, ulegam zmianie, jestem faniksem w złotej klatce.  Efektem ubocznym, który mnie drażni, jest truizm, za czym idzie wasz brak taktu i zwykła, prostacka głu po ta.
Tegoroczna zima będzie okropnym okresem. Myślę o sobie, o syndromie wiecznie zimnych dłoni i oziębłym przysposobieniu. I choć często wydaje Ci się, że charakter jest częścią stałą, powinieneś zatrzymać się na "wydaje mi się".

Dziękuję słodki, że istnieje coś takiego, jak dobra książka, która choć na chwilę odrywa mnie od rzeczywistości.

Ponownie nic nie wyprowadziło mnie z równowagi do tego stopnia, bym mogła szczerze o tym napisać, umieszczając przy tym dopisek " owszem, jest o czym pisać". Bzdurne tvn24, bzdurny Wprost, bzdurne RMFfm, bzdurni ludzie, bzdurne ziemniaki i bzdurny śnieg

kęęę

niedziela, 21 listopada 2010

Czasami zapisuję myśli na nadgarstku, na nogach,  na blacie stołu, jednak te są najmniej trwałe.
To nieistotne, czy podzielę się z wami tutaj wczorajszym pejoratywnym spojrzeniem, czy dzisiejszym upojonym jeszcze. Chyba naprawdę wydziela się ze mnie jakaś zagadka. Nie do konca jestem świadoma swoich możliwości i zachowań.

Dzisiaj z kolei będę cholernie nieobiektywna, w stosunku do facetyzmu. Skrajne [ niektóre], prostackie zwierzątka idące z "duchem" załatwienia zadania "podtrzymania gatunku". Wszechobecnie, w rzekomy indywidualny sposób. W gruncie rzeczy, każdE z nich ma ten sam niewytłumaczalnie piękny grymas na twarzy.

Wchodzisz do dżungli, liany przysłaniają Ci widok stolików, przy ktorych siedzą małpy, z nienaturalnie wielkimi źrenicami, dostrzegasz klepiące osły, następnie leniwce i hieny. I pomimo tego, że wszystko pozornie wydaje się być harmonijne i spójne. Zwierzęta porozumiewają się, wymieniają dyskretnymi uśmieszkami, spojrzeniami, by wyciągnąć z Ciebie tajemnicę Twojej egzystencji. Najwygodniejszą pozycję zajmują osły, sugerując się wyłącznie opinią silniejszego od siebie leniwca, klepią, uśmiechają się za przyzwoleniem, płaczą za przyzwoleniem i mówią za przyzwoleniem. Obiektywizmem wykazuje się małpa. Wyłącznie ona nie zważa na hierarchię zwierzyńca. Lotne intelektualnie zwierzę, pochopnie podejmujące osąd. Szczere do bólu w momencie, gdy banany przelewają się "litrami".

środa, 17 listopada 2010

To było całkiem miłe. Przynajmniej teraz wiem, że pomimo Pani sceptyzmu, nie jestem Pani obojętna. Z miesiąca na miesiąc, moje plany na przyszłość zyskują całkowicie odmienne i nowe spojrzenia, ich uliczki są mniej ślepe, a ja wiem, że robię to wyłącznie dla siebie. Żyję dla siebie, oddycham dla siebie i to dla siebie jestem egoistką. Podnoszę kąciki ust, wykrzywiam je i myślę o tym, że swiat pomimo swojej potworności, stoi przede mną otworem. [ stoi przede mną potworem]. Czas odsłonić czoło, spiąć długą, ciężką grzywę i wziąć się do pracy.

Nasze spojrzenia gubią się w jasnym, ciasnym i przesadnie oświetlonym pomieszczeniu. Kot przechadza się po bladym, pozornym szkle, kawałkach puzli, ściśle ze sobą połączonych lepką cieczą, którą spijam każdego poranka, chcąc wmówić sobie, że sprzedaję sobie siły witalne. Żywię się paskudztwem, z zielonej puszki, która zapomniała, że jej miejsce jest na bladoróżowej półce, setki kilometrów od mojego granatowego kubka.

poniedziałek, 15 listopada 2010

.

Ciężka torba, krzywy chodnik, ponure niebo, fermentacja unosząca się w powietrzu, hałas, który wraz z pokonywaną odległością się zmniejsza, poczucie duszności, braku przestrzeni, apatyczność, mimowolny uśmiech. Ludzie, którzy uzmysławiają sobie, że za parenaście dni zakończymy tonący we łzach i braku poczucia spełnienia, miesiąc. Głupcy sięgają po trzy-dwukołowe rowery i pędzą do lasu, by podpatrzeć ostatnie fazy zachodzącej już jesieni. Następnie zatopią się w marketach w poszukiwaniu przypraw korzennych, miliona pustych kalorii i gorącej czekolady - bez której ja osobiście, będąc dzieckiem nie wyobrażałam sobie świąt. Teraz czekolada ogranicza się wyłącznie do wyrzutów sumienia.



Przenośna retrospekcja, bo mowa o tej, której nie doświadczyłam, a którą chciałabym przeżyć.
Jestem wulgarna, obnoszę się z dewaluacją. I choć pozornie jestem zdezelowana, nadal gromadzę pokłady energii, na gorszy okres.
 Tak naprawdę nie ma o czym pisać.

sobota, 13 listopada 2010

Właściwie, co ja tutaj robię ??
                                                                         lovjsa